Jarmark w Sochaczewie

Kiedy dowiedziałam się, że w Sochaczewie będzie Jarmark Bożonarodzeniowy, oczy mi się zaświeciły! Miał być rozstawiony w parku przy amfiteatrze i trwać 2 dni. Jako miłośniczka świąt i Sochaczewa udałam się tam od razu po śniadaniu w sobotę.

Jarmarkowe wspomnienia

Jak w ogóle wyglądają jarmarki świąteczne w 2022 roku? Nie mam pojęcia, bo ostatni raz byłam na takim dobre kilka lat temu! Jak zawsze, muszę w tym miejscu przywołać swoje wspomnienia. Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z jarmarkiem bożonarodzeniowym w Gdańsku. Nie był to tak kolorowy spektakl światła, jaki widujemy dzisiaj w mediach na ich Starym Mieście, Mało tego, jarmark, który odwiedziłam wtedy podczas studiów nie był nawet na starówce. Pamiętam, że rozciągał się we Wrzeszczu na tyłach Galerii Bałtyckiej. Był to po prostu ogromny bazar z produktami spożywczymi i stoiskami sprzedającymi góralskie kapcie, czapki, szaliki, ozdoby świąteczne, itp. Być może całość była udekorowana w świątecznym stylu, ale na pewno nie z takim przepychem jak w czasach obecnych. Pamiętam, że zaopatrzyłam się wtedy w kilka aromatycznych mieszanek przypraw.

Kolejne jarmarki w mojej pamięci to lata 2016-2017 w Wiedniu i Katowicach. I choć Wiedeń jest dość legendarnym miejscem, jeśli chodzi o kunszt bożonarodzeniowy, to nie mam z niego jakichś magicznych wspomnień, gdyż byłam tam w nieodpowiednim towarzystwie. Wiem, że piłam grzańca z kubka w kształcie buta i jadłam ciepłą nie za dobrą kiełbaskę na jarmarku pod Pałacem Schönbrunn. Z kolei Katowice zaserwowały coś bliskiego współczesnym jarmarkom, jakie widuję w mediach. Była wielka choinka, iluminacje i wielkoformatowe instalacje, a także drewniane budki serwujące jedzenie lub sprzedające pierdoły. Tam również wypiłam grzańca – tym razem galicyjskiego, zjadłam też pajdę ze smalcem i jakiś owoc w czekoladzie z posypką na patyku. To było jeszcze przed pandemią, więc ceny nie były tak zabójcze jak dziś. Natomiast magii we wspomnieniach w dalszym ciągu brak, gdyż ponownie znalazłam się tam w najgorszym możliwym towarzystwie.

Daje mi to jednak ogląd, o co w takim jarmarku może chodzić. O zarobek wystawiających się, rzecz jasna. A dla zwiedzających? O to, żeby odbyć spacer w świątecznej atmosferze, wrzucić coś ciepłego na ząb i ewentualnie kupić sobie coś, co może się przydać. Na przykład na prezent dla kogoś innego. Przynajmniej w moim mniemaniu.

Mając takie spojrzenie na jarmark miałam rzecz jasna wyrobione jakieś oczekiwania wobec naszego sochaczewskiego jarmarku. Wybierając się tam miałam już trzyletni staż mieszkania w tym mieście i z pewnością czułam się jak u siebie. Byłam więc bardzo podekscytowana zagadką, jaką szykowano z okazji świąt na „naszym” podwórku”.

I cóż, na start musiało uderzyć mnie gorzkie rozczarowanie.

Pierwszy świąteczny jarmark w Sochaczewie

Po pierwsze, zobaczyłam na horyzoncie brzydkie plandeki. Tak, nasz pierwszy Sochaczewski Jarmark Bożonarodzeniowy składał się z foliowych namiotów. Po drugie, było ich dosłownie kilkanaście. Stały wzdłuż chodników w parku i koniec 😅.

Żadnej choinki, żadnych rozwieszonych lampek, żadnych kolęd, a już na pewno brak aromatu grzańca czy potraw. Za to trochę balonów i tandetnych zabawek.

I wszystko w świetle dnia, bo jarmark był czynny w godzinach dziennych. Nie tak to sobie wyobrażałam!

Po tym, co zobaczyłam na pierwszy rzut oka, nie miałam nadziei na zbudowanie świątecznego klimatu podczas tego spaceru. Zresztą, na tym jarmarku mieli taki rozmach, że spacer jego szlakami zmieściłby się w okrągłe 3 minuty.

Tak czy siak obeszłam wszystko, skoro już tutaj dotarłam. I tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Jeśli podejść do tego na spokojnie i z uwagą przyjrzeć się poszczególnym stanowiskom, można dojść do wniosku, że w parku rozstawił się nie taki zły towar.

Przypominając sobie aromatyczne przyprawy z mojego pierwszego jarmarku w Gdańsku przed laty liczyłam, że złowię jakieś smaczki do zjedzenia czy gotowania.

Było stoisko „Rarytasy z Podlasia”, gdzie kupiłam swojskie kabanosy pudełko smalcu, który wglądał smakowicie. W domu okazało się, że jedno i drugie było pyszne.

Odkrycie roku

Z wystawców spożywczych pamiętam jeszcze pieczywo, ciasta, obważanki i… Tradycyjne Litewskie Smaki.

Spędziłam na nim najwięcej czasu i w oko wpadły mi dziwne suszone poskręcane i mocno przyprawione kawałki mięsa nazwane „przysmakiem piwnym”. Wzięłam go z ciekawości, bo lubię przekąski typu „beef jerky”, więc te piwne kąski ewidentnie wzbudziły moją ciekawość. Do tego wzięłam jakiś typowy specyficzny ciemny litewski chleb.

Pani dała mi do degustacji pasterek jakiejś wędzonej szynki, na którą również się skusiłam. Co prawda był początek grudnia, ale szynka była pakowana próżniowo i według sprzedającej można było ją spożyć w ciągu 3 miesięcy. Pomyślałam, że będzie dobrym rarytasem na święta.

Spoiler alert: W święta mieliśmy taką przesadę obfitości, że nie było sensu otwierać tej szynki. Skorzystaliśmy więc z długiego okresu przydatności i otworzyliśmy ją kiedy indziej. Była przepyszna!

A przysmak piwny? Matko boska jarmarkowa! To najpyszniejsza mięsna przekąska, jaką w życiu jadłam!!! Tak samo mój partner. Jakaż to była eksplozja smaków! I ostry i słony i wędzony, wszystko bardzo mocno i bardzo pasujące do siebie. Struktura tego wysuszonego mięsa była taka typowa do żucia, ale absolutnie doskonała. Zajadaliśmy się tym tak delektując, że to aż nie do opisania. Wydaje mi się, że na drugi dzień poszliśmy specjalnie na jarmark jeszcze raz, aby dokupić tego przysmaku na litewskim stanowisku, bo porcję z pierwszego dnia pochłonęliśmy w mig. Próbowałam to potem wyszukać w Internecie i do tej pory nie jestem pewna, co to właściwie jest. Chyba suszona wołowina. Ale jaka! Cudowna! Jedyna w swoim rodzaju. Absolutny rarytas, delicje, ambrozja. Nasz ulubiony luksusowy przysmak. Tak narodziła się legenda o „babie z Litwy”, którą opowiadam każdemu przy okazji rozmów o jarmarkach i festynach. I chodzę na wszystkie tego typu okoliczne eventy polując na moją „babę z Litwy”. Udało mi się to w kolejnych latach z 2 czy 3 razy 😊. Zdradzę, że w Skierniewicach na Święcie Kwiatów nasz rarytas nosił nazwę „przysmak dziadka”.

Co poza spożywką? Rękodzieło i coś z zimowej odzieży. Takie typowe góralskie ciepłe bambosze, kamizelki i koce. Własnoręcznie robiona biżuteria, dekoracje świąteczne i jakieś kraftowe kosmetyki oraz świece.

Czterech złodziei

Zatrzymałam się przy stoisku malutkiej manufaktury kosmetyków z Żyrardowa, gdzie zastanawiałam się nad świecą. Pani chciała mnie przekonać, żebym wzięła taką z olejkami prozdrowotnymi o nazwie „Czterech złodziei”. Przy okazji opowiedziała mi bajkę czy tam legendę o czterech złodziejach.

Pozwolę ją sobie przytoczyć ze źródła:

Według legendy historia olejku złodziei sięga średniowiecza. Podczas epidemii dżumy w XV-wieku, czwórka włamywaczy niecnie wykorzystywała sytuację, włamując się do domów umierających i chorych. Rabowali, nie zważając na epidemię, a co dziwne, nie zarażali się groźną bakterią, mimo bliskiego kontaktu z osobami zarażonymi. Działo się tak dlatego, że smarowali dłonie, twarz, okolice ust i nosa oraz stopy olejkiem, który – jak się okazało – chronił ich przed zachorowaniem. Gdy plaga rozprzestrzeniła się, sprytni włamywacze zajęli się produkcją i sprzedażą cudownego olejku, który wykorzystywali nawet ówcześni lekarze w celu ochrony przed dżumą.*

*Żródło: apteczka24.pl

Więcej dla ciekawych: herbiness.com

To teraz ciekawostki ode mnie po researchu nt. czterech złodziei.

Bardzo ciekawie się tego słuchało. Muszę przyznać, że dziewczyna gaworząca do mnie o jakiejś staropolskiej legendzie w celu opchnięcia mi swojego produktu zrobiła na mnie duże wrażenie i sprawiła, że poczułam klimat świąt na tym jarmarku! Świecy ostatecznie nie kupiłam, ale wzięłam jej peeling do ust. Kraftowy, zacny. Marki ZOJA, Made in Żyrardów.

Jak zrobić olejek czterech złodziei?

Połączyć ze sobą:

  • 40 kropli olejku goździkowego,  
  • 35 kropli olejku cynamonowego,
  • 20 kropli olejku miętowego,
  • 15 kropli olejku eukaliptusowego
  • 10 kropli olejku tymiankowego.*

*Żródło: apteczka24.pl

Albo:

  • 40 kropelek olejku goździkowego
  • 30 kropelek olejku cytrynowego
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 20 kropelek olejku cynamonowego z kory
  • 15 kropelek olejku eukaliptusowego
  • 15 kropelek olejku rozmarynowego
  • 15 kropelek olejku tymiankowego*

*Żródło: lilinatura.pl

Właściwości składników:

  • olejek goździkowy – stosuje się go pomocniczo w infekcjach skórnych
  • olejek cytrynowy – stosowany jest w schorzeniach dróg oddechowych, płyn do płukania ust
  • olejek eukaliptusowy – Stosowany jest pomocniczo w infekcjach dróg oddechowych
  • olejek cynamonowy – rozgrzewa i łagodzi bóle*

Jak stosować olejek czterech złodziei?

  • do płukania gardła: rozpuścić 3 krople w połowie szklanki wody
  • na ból głowy: nałożyć kroplę na palec i rozetrzeć w dłonie
  • do kąpieli: dodać kilka kropel na łyżkę solu i wsypać do wanny z wodą
  • do aromaterapii i oczyszczania powietrza: wkropić kilka kropel olejku do kominka zapachowego lub nawilżacza powietrza, jeśli to możliwe*

Olejek czterech złodziei polecany jest przy przeziębieniu, grypie i innych infekcjach dróg oddechowych, chorobach skórnych, bólach stawów i mięśni, a także w celu relaksacji i poprawy samopoczucia.*

*Żródło: apteczka24.pl

Jak tak teraz widzę te wszystkie zalety olejku czterech złodziei to żałuję, że nie kupiłam wtedy tej świeczki 🥹. Teraz mam na celowniku taką zdobyć. Albo chociaż olejek. A zrobić taki samodzielnie i podarować go bliskim pod choinkę? Czujecie tą inspirację i wyzwanie? Just sayin.

A ponieważ nie wyobrażam sobie świąt bez świec, to jakąś postanowiłam wziąć. Po prostu te na innym stanowisku wydały się być bardziej kuszące. Zdałam się na polecenie sprzedawczyni i wybrałam o zapachu „Pieczone jabłko”. Made by Manufaktura Czarów. Ładna, ale miała niemal niewyczuwalny zapach niestety.

Było jeszcze jedne stanowisko, które zrobiło na mnie wrażenie – florystyczne. Sprzedawali żywe (i nie tylko) wieńce świąteczne.

Jakże to pięknie wygląda! Z wielu świątecznych obrazków szczególnie uwielbiam ten w postaci wiszącego wieńca na drzwiach czy w oknie. Sama wieszam taki na drzwiach wejściowych, ale niestety sztuczny. Te z pachnących gałązek zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie. Jeśli chodzi o ich styl i przystrojenie, ilość możliwości jest nieskończenie wiele! Podziwiałam je więc na jarmarku wiedząc, że żadnego nie kupię. Są dla mnie po prostu za drogie. Poza tym nie mieszkam w domu, a wieszanie żywego w mieszkaniu czy na klatce schodowej trochę mija się z celem. Mam nadzieję, że wystawcy tych pięknych wianków znaleźli nabywców w Sochaczewie.

Ja z kolei obudziłam w sobie marzenie, że kiedyś będę mogła sobie na taki pozwolić, Albo że sama go zrobię! To by dopiero było coś!

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że spełnię te marzenie w ciągu kilku lat 🥹.

Moje jarmarkowe łupy:

  • „przysmak piwny” ze stanowiska „Smaki Litwy”
  • ciemny chleb litewski ze stanowiska „Smaki Litwy”
  • kabanosy i smalec ze stanowiska „Rarytasy z Podlasia”
  • świeca sojowa „Pieczone Jabłko” ze stanowiska „Manufaktura Czarów”
  • aromatyczny peeling cukrowy do ust ze stanowiska „ZOJA” z Żyrardowa

Jarmark – nowe spojrzenie

Mój pierwszy Sochaczewski Jarmark Bożonarodzeniowy wyglądał bardzo biednie i nie miał za grosz świątecznego klimatu, ale ostatecznie skrywał w sobie niezłe skarby i wróciłam z niego z udanymi łupami.

To, co uczynił, to na nowo ukształtował we mnie oczekiwania wobec świątecznych jarmarków. Teraz wiedziałam, że są po to, żeby odkrywać na nich lokalne produkty i wykorzystać je podczas świąt. Nastawiłam się więc, że jeśli wybiorę się kiedyś na jarmark bożonarodzeniowy, chcę z niego wrócić z pachnącą świeczką i jakimś przysmakiem. Najlepiej z Litwy!