Zawsze kiedy przychodzi ochota, aby wyskoczyć na weekend gdzieś za miasto, mam problem ze znalezieniem ciekawego miejsca w promieniu max. 150 km od Warszawy. Miejscem, które ma potencjał na tego typu wypady, jest oddalony o nieco ponad 2 godziny drogi od stolicy Kazimierz Dolny. Malutkie miasteczko turystyczne o zabarwieniu historycznym, w którym moim zdaniem nie bardzo jest co robić. Ale na spacer jak najbardziej się nadaje. Zobaczcie, jakie zdjęcia przywiozłam z takiego spaceru, zimową porą.
Kiedy? 26 stycznia 2013

Wtedy to miałam okazję przejechać się do słynnego miasteczka na Lubelszczyźnie i odkryć jego urok na własne oczy. Odbyłam 1-2 godzinny spacer z ciężkim aparatem i pamiętam, że mocno zmarzłam. W Kazimierzu czuć przede wszystkim specyficzny, oddalony od większej cywilizacji historyczny klimat, wyposażony w książkowy zestaw architektury.
W ramach zimowego spaceru weszłam zaśnieżonym szlakiem na Górę Trzech Krzyży, aby złapać takie ujęcia:

Pamiętam, że schodząc w dół ześlizgnęłam się srogo o kilka stopni, bo śniegu było sporo, nogi zmarznięte, a na nich buty antygwałty a’la emu, które ze wspinaczką nie mają nic wspólnego, ale czego się nie zrobi dla ładnych zdjęć.

Nie byłam tam typowym turystą, który mógłby podziwiać rynek zajadając się przysmakami w restauracji czy skorzystać z oferty noclegowej, aby spędzić noc w odmiennym klimacie. Celem wypadu był najzwyklejszy spacer i pstryknięcie paru zdjęć. Muszę przyznać, że tematów pod obiektyw jest tam sporo, poza wspomnianą historyczną architekturą, estetycznie prezentują się wszelkie witryny sklepów, pracowni artystycznych czy knajp. Bardzo lubię motywy typu okiennice, kwiaty, wazony, zdobione wystawy w oknach czy ławki przed wejściami.









Momentami zatrzymywałam się przed domkami, aby podziwiać artystyczne wręcz aranżacje na gankach. Wyschnięta zdobnicza roślinność w towarzystwie karmników dla ptaków czy gustownych wiszących dekoracji. Nie potrafię tego precyzyjnie opisać ani też nie potrafiłam uwiecznić z odległości na zdjęciach. To, co mam do przekazania to fakt, że miasteczko ma artystyczną duszę, co widać nawet gdy zagląda się ludziom w podwórka 🙂






Malowniczy Kazimierz Dolny położony nad Wisłą istnieje od XI wieku. Drugi człon w nazwie został dodany z czasem, celem odróżnienia od innej osady zwanej „Kazimierzem” niedaleko Krakowa. Z kolei na samym początku Kazimierz Dolny był osadą o nazwie Wietrzna Góra, przynależną ówcześnie do zakonu benedyktynów. Jego historia obejmuje też najazdy, zniszczenia i spalenia, a także późniejsze odbudowy. Obecnie zachowany w nim został historyczny układ ośrodka handlu położonego na szlaku wiślanym. Wśród zabytków znajdziemy tu m.in. obiekty sakralne, zespół zamkowy, zabytkowe budynki Muzeum Nadwiślańskiego, synagogę czy drewniane budownictwo.







Kazimierz Dolny ma swój urok i z pewnością warto wybrać się tam na krótki spacer, ale w moim odczuciu i zgodnie z moimi potrzebami, nic więcej. Gdybym żyła wieki temu i była artystką, z przyjemnością siedziałabym ze sztalugami i malowała pejzaże na Górze Trzech Krzyży. W rzeczywistości zapisuję to miasteczko na liście miejsc, które warto zobaczyć na chwilę i do których nie ma po co wracać.


Wbrew oczekiwaniom, ciężko było spotkać żywą duszę w tak zimny dzień. Ale bez względu na pogodę, psa wyprowadzać trzeba. Tym sposobem przed mój obiektyw wpadły pieseły spotkane na spacerze 🙂









Podczas spaceru po Kazimierzu Dolnym nie można było pominąć jednego z jego znaków szczególnych – studzienki. Dla mnie ma szczególne znaczenie, bo była ona przedmiotem pierwszego zadania domowego zadanego na lekcjach rysunku z architektury, na które miałam przyjemność przez krótką chwilę uczęszczać 😉


A tak się prezentowało wykonane przeze mnie na brystolu A2 zadanie domowe z lekcji rysunku: nauka perspektywy ze studnią z Kazimierza i uzupełnienie scenerii 😀 Coś ta studzienka inaczej wygląda, tematem głównym była zapewne altana. Data wykonania rysunku to 31 październik 2005! Ocena: A- ; )
