Znacie to uczucie, kiedy przeżywacie najlepszy weekend w życiu, a za jakiś czas nadchodzi kolejny, jeszcze lepszy i wydaje wam się, że lepiej już być nie może, aż do kolejnego, jeszcze bardziej najlepszego weekendu? 😀
Jeśli znacie, to wiecie, że życie potrafi być piękne.

Wszystko dzięki ludziom, którzy dają nam szczęście. Jeden najpiękniejszy weekend nadchodzi wtedy, kiedy wyjedziemy w piękne miejsce, inny, gdy kupimy samochód, inny, gdy przeżyjemy coś wyjątkowego pierwszy raz, a jeszcze inny, gdy po prostu spędzimy miły czas z kimś wyjątkowym.

Dla mnie jest to m.in. obecność bliskich osób i aktywne działanie. Może to być zwiedzanie wyjazdowe, wyjście na rower, nowa praca graficzna, spacer po ciekawym miejscu, a nawet ugotowanie pysznego obiadu czy rewolucyjne porządki – coś, czego nie robi się na co dzień. Coś, co angażuje, motywuje, satysfakcjonuje i daje efekt lub wspomnienia. Kiedy zabrałam w czerwcu przyjaciół w rodzinne strony, gdzie sporo zwiedzaliśmy, graliśmy w karty przy kominku i pływaliśmy łódką, czułam, że to najlepszy weekend w roku. Aż do wspólnej wyprawy na Kaszuby na wesele, z przygodami i spotkaniem koleżanek ze studiów po latach. Potem przyszedł typowo wakacyjny rodzinny weekend w Jastarni. Potem wyjazd z przyjaciółmi do Czech i aktywne zwiedzanie pięknych miejsc. Wtedy wiedziałam, że to najlepszy weekend w tym roku.
Jedna z przyjaciółek podsumowała to ciekawą refleksją zaraz po poniedziałkowym powrocie do szarej rzeczywistości:
Dlaczego człowiek tak rzadko może poczuć, że żyje?
Coś w tym jest. Dlatego trzeba DZIAŁAĆ. Organizować, inicjować, wymyślać, proponować, angażować się. W cokolwiek, co daje frajdę, satysfakcję, rozwija, wnosi coś do życia. Przecież nie trzeba od razu zdobywać Mount Everestu, by poczuć, że zrobiło się coś wyjątkowego i sensownego. Warto zadać sobie w tym miejscu pytanie:
Kiedy ostatni raz robiłeś/aś coś po raz pierwszy?
No właśnie. Znajdź coś, co możesz zrobić po raz pierwszy. A potem to zrób 🙂
I oto nadszedł najnowszy weekend. Spędzony w Sochaczewie, z wyjątkową osobą. Mam już od dawna sentyment do tego miasta i nie spodziewałabym się, że gdzieś tam w blokach mieszka taki fajny człowiek 😀 Nie wnikając w szczegóły dodam, że pogoda w 2018 zaskoczyła mnie pozytywnie wiele razy, ale teraz to już naprawdę przesadziła. Mieliśmy w sobotę do 25 stopni! Piękne jesienne barwy, bezchmurne niebieskie niebo i pełnia wiosennego słońca w połowie października! Kolejne przełamanie barier w postaci wyjścia na rower, które zaowocowało 35-kilometrową trasą wokół Sochaczewa po urokliwych spokojnych drogach pośród pól i drzew.









Najpyszniejsze lody od dawna na Placu Kościuszki, relaksujący wieczór z filmem i pizzą, a niedziela iście pracowita.


Twórcza rewolucja w mieszkaniu aż do północy, najlepsza współpraca pod słońcem, zmęczenie i satysfakcja i najpyszniejszy obiad przygotowany wspólnie o północy.


Pierwszy raz byłam na rowerze z konkretną ważną osobą. Pierwszy raz jadłam lody na placu w Sochaczewie. Pierwszy raz „urządzałam” komuś aktywnie mieszkanie. Pierwszy raz gotowałam w towarzystwie o północy wiedząc, że o 6 wstaję do pracy.
To był mój najlepszy weekend 🙂

Tak trzeba żyć! Kiedy czujesz, że wreszcie podejmujesz dobre decyzje i przynosi Ci to poczucie szczęścia i spełnienia, to wiedz, że jesteś we właściwym miejscu z właściwą osobą.
Oby jak najwięcej najlepszych weekendów w życiu. Po nich poniedziałek nie jest taki straszny!