Niezależne święta weszły mi w krew. Już trzeci rok z rzędu konsekwentnie buduję świąteczną atmosferę na własnych zasadach.
Składają się na to dość powtarzalne i banalne elementy, które składają się na swego rodzaju coroczną tradycję przestrzeganą w „moim domu”. Czyli tam, gdzie mieszkam jako dorosła niezależna osoba.

Co buduje nastrój?
To jest naprawdę banalne. Co roku robię te same czynności, ale 11 miesięcy przerwy sprawia, że i tak zawsze są na swój sposób wyjątkowe. A ponieważ sprawiają mi ogromną radość, dokumentuję je i piszę te żmudne do porzygu posty. Dlaczego więc wyróżniam coś takiego, jak „nastrój świąteczny 2018, 2019, 2020” i tak dalej?



Bo w jednym roku postawię choinkę w tym kącie, a w kolejnym gdzie indziej. Bo raz zrobię pierogi, a raz nie. Bo jednego razu wybiorę się na spacer na starówkę w Warszawie, a kolejnego przejdę pół Sochaczewa oglądając przystrojenie prywatnych podwórek.



Zawsze chodzi o dekoracje, światełka, smaki, zapachy, filmy, spacery, prezenty. Ale za każdym razem są trochę inaczej ułożone, nieco inaczej smakują, towarzyszy im inna pogoda. A ponieważ kocham ten świąteczny czas, wszystkie te, choćby najmniejsze odstępstwa od reguły mocno tulę do serca.

Święta 2020
Co wyróżnia święta 2020? Wyjątkowi goście, szał prezentów kosmetycznych, skrzeczące świece, nowe spacerowe miejsce, najbrzydsze pierniczki na świecie i pierwsze własnoręcznie zrobione uszka!


To był jeszcze czas, kiedy zakładałam na choinkę oldskulowy złoty łańcuch. Finalnie z niego zrezygnowałam, bo najzwyczajniej w świecie przestał mi się podobać, ale z pewnością kojarzy mi się z dekoracjami z czasów dzieciństwa. Miło więc, że zapisze się gdzieś w historii moich niezależnych świąt.




Zadbałam oczywiście o świąteczną atmosferę w sypialni. Pojawiła się tam ciepła gruba pościel, która materiałem przypomina starodawny koc. Umiliła najzimniejsze noce, bo takich w 2020 roku nie brakowało. Na dzień dzisiejszy już jej nie mam. Padła ofiarą eliminacji z powodu braku miejsca w mieszkaniu i trochę żałuję tej decyzji. Można zatem podziwiać jej ciepło na tych historycznych zdjęciach.



Co potęguje nastrój świąteczny w sypialni? Mini choinka, termofor-renifer, lampion na świeczkę, lampki nad łóżkiem i oczywiście lampka w formie papierowej gwiazdy. Jej miękkie światło tworzy wyjątkowo przytulną atmosferę.





Nie obyło się także bez świeczek. Wiem już, że parafinowe szkodzą, więc przerzuciłam się na sojowe. Podobno wszystko, co zapachowe nam szkodzi, ale nie dam się zwariować. Miękkie światło od świecy i aromat z gamy zapachów świątecznych totalnie poprawiają mi nastrój i wprowadzają w świąteczny klimat. W tym roku pokochałam wyroby od „Polskie świece”.


W tym roku dorwałam również zimne ognie – totalne wspomnienie dzieciństwa! Obecnie nie są już raczej popularne, ale w latach 90. królowały w okresie zarówno świątecznym, jak i karnawałowym.




Świąteczne menu 2020
Jestem dumna, że gotując na święta wychodzimy poza schemat. Zawsze dziwi mnie, gdy ludzie traktują świąteczne obżarstwo jako coś złowrogiego, ale koniecznego. Boją się ważyć po świętach, nie mogą się ruszać i źle się czują, bo przecież byli zmuszeni do opierdolenia 12 potraw z dokładkami 😀.
Oczywiście rozumiem świąteczną obfitość i fakt, że stół jest w te dni suto zastawiony. Celebracja to wyjątkowe, pyszne, dosłownie odświętne posiłki. Ale na litość boską, czy to musi przekraczać granice rozsądku? Nie musi. Widzę po sobie, że z roku na rok nasze niezależne święta stają się coraz bardziej wyważone. Da się zaplanować potrawy tak, żeby nie zabrakło, ale żeby jednocześnmie ich nie wyrzucać. Patrząc na te zdjęcia mam wręcz wrażenie, że nasze święta 2020 były bardzo skromne. Ale z pewnością były smaczne i niczego nam nie brakowało. Nie napychaliśmy się tak, żeby potem godzinami umierać z rozpiętym rozporkiem na kanapie. Po prostu wystarczy umiar i nakładanie odpowiednich porcji. Domyślam się, że przy większej ilości członków rodziny takie kalkulacje robią się trudniejsze, ale też próba doświadczalna istnieje na tyle długo, żeby sobie z tym poradzić. Moim skromnym zdaniem ludzie po prostu dali się ponieść tradycji obfitości i przesadzają z ilością.
Co zagościło w naszym skromnym menu świątecznym 2020?
- barszczyk
- uszka z kapustą i grzybami – pierwszy raz lepiliśmy je samodzielnie!
- sałatka jarzynowa
- sałatka śledziowa tatarska
- ryba po grecku – gotowiec w postaci jednej porcji dla mnie 😀
- oscypek pieczony z żurawiną
- żeberka pieczone w rękawie podane ze swojskimi ogórkami kiszonymi
- mandarynki
- piernik gotowy – prezent z pracy partnera 😀
- chleb
- pierniczki – własnoręcznie pieczone i co gorsza, ozdabiane 😂


Jestem niezmiernie dumna z naszych premierowych uszek. Nie wyszły zgrabne ani piękne, ale były dobre i zjedzenie barszczu z wkładką, w którą włożyliśmy tyle pracy i serca dało nam niemałą satysfakcję!


Nie za piękne wyszły też pierniczki. Nie mam ręki do słodkich wyieków ani talentu do tego, aby wyglądały estetycznie. W tym roku zapragnęłam przyozdobić je lukrem i bawiliśmy się tym razem. Wyszły najbrzydsze na świecie! Co nie zmienia faktu, że ich zdjęcia przywołują uśmiech, bo wspólne świąteczne pichcenie to zawsze pozytywne doświadczenie.




Muszę też wspomnieć o oscypku, który stał się naszą kolejną osobistą tradycją świąteczną. Oboje uwielbiamy go na ciepło z żurawiną i tak też został podany na wigilijnym stole. Uważam to za absolutny hit! A najciekawsze jest to, że zamówiłam go na Allegro 🙃. To całkiem zabawne wyciągać z paczkomatu przysmaki na Wigilię 🤭.



To, w czym nie mam umiaru, to sałatka śledziowa. Mój kochany stroni od ryb, więc zawsze są tylko dla mnie. I o ile filet mogę kupić i usmażyć pojedynczo, o tyle ciężko mi wymierzyć składniki na sałatkę tak, abym zdążyła ją zjeść sama, zanim się zepsuje. Zrobiłam jej więc za dużo, ale drugiego dnia świąt zawitała do nas koleżanka, której śledź po tatarsku bardzo posmakował. Bardzo mnie to cieszy!


Pragnę zauważyć, że ze względu na brak stołu nasze święta serwowane są na stoliku kawowym. Liczy się nastrój i mamy go nawet bez wygód 😊.



Świąteczni goście 2020
Ja mogę w kółko opowiadać o dekoracjach i potrawach. Można odnieść wrażenie, że rok w rok klepię to samo i nie ma o czym mówić. Cóż, jako miłośniczka świąt będę odnajdować w tym urok za każdym razem, dopóki mi oczywiście nie przejdzie. Mam nadzieję, że nigdy.




Jest jednak coś, co czyni święta 2020 absolutnie niepowtarzalnymi: goście!
Pierwszy gość to nasz czworonożny przyjaciel – kundelek Bafi. Pies należy do rodziny partnera i trafił pod naszą opiekę z okazji ich świątecznego wyjazdu. To pierwszy raz, gdy zajmowałam się psem poza rodzinnym domem! Wcześniej miałam tylko jednego ukochanego pieska, za czasów, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami.

I tak oto po latach trzeba było się wcielić w odpowiedzialnego opiekuna czworonoga na te kilka dni. Zadanie trudne, ale jednocześnie pozytywne. Nie chciałabym mieć już psa, ale kocham psy. Bafi okazał się nieprzeciętnie wychowanym i absolutnie grzecznym kochanym pieskiem. Po prostu wymarzony psiak dla człowieka, któremu opieka nad zwierzęciem nie przychodzi łatwo. Dlaczego? Bo nie trzeba go było praktycznie pilnować – w domu oczywiście. Nie wchodził do łóżka i na kanapy, nie brał niczego bez pozwolenia – nawet jedzenia ze stolika kawowego! Anioł, nie pies! To naprawdę pocieszna poczciwa psina, która potrafiła zająć się sobą i w umiarkowanym stopniu potrzebowała głasków. Wyprowadzanie go w aurze zimowej nie przychodziło mi łatwo. Ale spędzanie czasu przy choince i oglądanie świątecznych filmów w towarzystwie tego futrzastego przyjaciela było absolutnie miłym i pięknym doświadczeniem.

Ponieważ Bafi był nauczony nie wchodzić do łóżka, oglądaliśmy razem „Kevina samego w domu” na podłodze 🥹.

Z grzańcem!

Wypełnił nam „dom” przepięknym uśmiechniętym pyszczkiem i merdającym ogonkiem. Cudowny pies!!!



Kochany słodzia. Mam nadzieję, że było mu u nas dobrze.

Bafi dostał też oczywiście prezent. Miałam nieprzeciętne pokłady radości pakując mu łakocie do bagażnika. Najbardziej podpasowało mu Ranchos 😁.



Po wyjeździe Bafiego zawitała do nas koleżanka z Warszawy. Przywiozła grzańca, ciasto i prezent w postaci poduchy-renifera.

Mieliśmy towarzystwo przy świątecznym stoliku – zawsze to dodatkowa osoba na pogaduchy. Graliśmy razem w Rummy, paliliśmy zimnme ognie i…wybraliśmy się na spacer! Do atrakcji, która okazała się niezłą ściemą 🫢.


Znaleźliśmy na Facebook’u informację o iluminacji świątecznej w Żelazowej Woli – w parku przy domu Chopina. A ponieważ mamy tam dosłownie 10 minut samochodem, postanowiliśmy zaznać magii świąt w tych pięknych okolicznościach przyrody. Zdjęcia w Internecie wyglądały naprawdę zachęcacjąco. Na miejscu okazało się, że daliśmy się nabrać, bo zdjęcia kontra rzeczywistość to mniej więcej poziom zdjęć kanapek w McDonald’s zweryfikowany tym, co nam podają. Iluminacja polegała na tym, że dom Chopina był oświetlony kolorowym światłem, a wraz z nim parę drzew. Natomiast wzdłuż jednej – powtarzam jednej! aleji stały kolorowe świecące kule. Nie wiem, czy nie było ich mniej niż 20. Co zabawne, pewien pan co raz brał je na taczkę i zawoził gdzieś dalej, żeby stworzyć wrażenie, że są rozmieszczone w różnych miejscach 😂. No hit! Gdyby atrakcja nie była tak reklamowana, mogłaby autentycznie umilić spacer w tym miejscu. Ale jeśli widzisz kolorową piękną zapowiedź, jedziesz tam, płacisz za wejście (!) i zastajesz po prostu kilka świecących kulek na jednej ścieżce, gdzie reszta parku pozostaje niezmieniona, to… przechodzisz rozczarowanie roku.

Prezenty 2020
To trochę śmieszne, że zawsze piszę o prezentach. Co kupiłam, co dostałam. Trochę jakbym się chwaliła. Cóż, praktykowanie wdzięczności jest w ogromnej modzie i choć nie cierpię tego trendu jako coś, co trzeba promować i podkreślać, raczej dobrze się w niego wpisuję. Po prostu kocham dawać prezenty i mam niezmierną radość z ich otrzymywania.



Doceniam każdy z nich i pisząc o nich daję im szczególne miejsce w swoich świątecznych wspomnieniach. Zawsze dodaję też myśl, że może to kogoś zainspirować, gdy nie ma pomysłu. Marna szansa, ale jednak.

Mam taką koleżankę Agę z Piastowa. Kilka lat z rzędu dawałyśmy sobie prezenty pod choinkę i dawało mi to przeogromną radość. Aga jest cudowną, dobrą, inspirującą osobą i nigdy nie zapomnę, gdy przyjechała raz do mnie z niespodzianką wręczając mi świeżo ulepione pierogi w prezencie. Zapamietam to do końca życia. Zima, śnieg, skrzypiąca furtka, chodzący silnik w jej bordowym Aurisie i ona – z uśmiechem wręczająca mi pierogi. Dla takich chwil warto żyć, serio.




I ta sama Aga sprezentowała mi szałowe świąteczne prezenty w tym roku: termofor z pestkami w postaci pingiwnka i ciepłe urocze miękkie kapcie. Nie da się nie uśmiechnąć po rozpakowaniu takiej paczki. Poza tym dostałam zegarek-opasek mierzący puls i kroki od ukochanego. Bardzo praktyczny! Do tego przepyszne słodycze od innych! Z kolei nasza koleżanka przywiozła nam grzańca, samodziedzielnie upieczone ciasto i uroczą poduszkę w kształcie głowy renifera, czadowa! Robi nam nastrój świąteczny do dziś.


Sama wręczałam świąteczne skarpetki, smakołyki i kosmetyki. Widzę, że miałam mocny szał na produkty Yope i Legalne Ziółka. W przetworach dominowała w tym roku dynia: marynowana oraz w postaci dżemu z dodatkiem pomarańczy i cynamonu.











Jak tak oglądam te wszystkie zdjęcia i przywołuję wspomnienia, to nasuwa mi się wniosek, że święta 2020 były bardzo skromne, nieco oldskulowe i przaśne. I widzę w tym niesłychany urok i ciepło. Jestem pewna, że w przyszłości będziemy wspominać: „A pamiętasz, jak urządzaliśmy święta przy stoliku kawowym? Było pięknie. Sympatycznie, ciepło, domowo”.
