Miasta średniej wielkości bywają nieoczywistymi perełkami swego regionu. Za taką uważam Słupsk – założony w X wieku, oddalony o 18 km od Morza Bałtyckiego.

Piękna architektura, bogata historia
Słupsk ma bogatą historię, której nie przytoczę, bo nie mam odpowiedniej wiedzy. Wiem jedynie, że jest to miasto poniemieckie – do 1945 roku funkcjonował jako Stolp.
Jadąc czy spacerując przez miasto można natknąć się na wiele przepięknych okazów architektury.



Przez miasto płynie rzeka Słupia, a jej bulwary, otaczająca zieleń czy pomosty nad wodą są jednymi z najpiękniejszych, jakie widziałam. Zawsze gdy widzę tam spacerowiczów i rowerzystów, mam wrażenie, że mają przyjemność spędzać tam czas niczym w kurorcie. Potem dociera do mnie, że oni tam mieszkają i mają te sympatyczne tereny do dyspozycji na co dzień. Tam naprawdę jest jakoś inaczej! Skrajne geograficznie regiony Polski niosą za sobą zupełnie inny klimat. Jako mieszkanka Mazowsza jestem absolutnie zauroczona Słupską przyrodą i infrastrukturą. Ludzie, którzy mogą przejechać się rowerem wzdłuż Słupi czy poczytać książkę na bulwarach są w moim odczuciu ogromnymi szczęściarzami!






Dla mnie jako osoby pochodzącej z północno-wschodniej Polski, a mieszkającej w centrum naszego kraju, zwiedzanie Słupska jest jak wycieczka zagraniczna. Absolutnie czuć poniemieckiego ducha na każdym kroku. Architektura, jakość starego budownictwa, estetyka miasta są dalekie od postsowieckich standardów, w których przyszło mi dorastać. To głównie dlatego miasto robi na mnie duże, pozytywne wrażenie. Jest po prostu ładne, zadbane, estetyczne i pełne pięknych budowli i zieleni.





W Słupsku jest kawał pięknej architektury, Zachwycasz się co raz za rogiem.

I kolejny wymiar zieleni, czyli miejska, lecz nie bulwarowa. Dla mnie naprawdę zaskakujące są szerokie pasy roślinności na dużych skrzyżowaniach. Mają tam piękne parki i deptaki wzdłuż pasm ulic, z licznymi ławkami i pięknie przyciętymi krzewami. Możecie się śmiać, ale kojarzy mi się to z życiem studenckim. Idąc przez park wyobrażałam sobie siebie, jak w przerwie między zajęciami na studiach, przerażona rachunkowością czy ekonometrią wertuję notatki, piję sok na ławce i łapię ostatnie promienie październikowego słońca. Czuję w wyobraźni zapach powietrza z początku roku akademickiego 😛


Słupsk totalnie pasuje mi pod klimat studentów. Jest tam Uniwersytet Pomorski i nasza przyjaciółka prowadzi na nim zajęcia! Duma!

I te alejki drzew między ulicami! Tego typu aranżacje i napotkane skwerki, katedry kojarzą mi się z Wiedniem. Tam też niemal za każdym rogiem zaskakuje jakiś placyk z ławkami czy tak jak tutaj – rzędy równo przyciętych drzew. Jest to dla mnie swego rodzaju egzotyka, bo sorry not sorry, na Mazowszu nie odnajduję szczególnego charakteru. Zawsze te dalsze kierunki w Polsce wydają się być ciekawsze, bardziej wyraziste.
Powodem moich odwiedzin w Słupsku są przyjaciele z czasów studenckich. Ona wykłada w Zakładzie Ekonomii i Zarządzania Finansami na Uniwersytecie Pomorskim, on jest pasjonatem historii, książek i samego Słupska. Z racji na zamiłowanie do książek ma pokaźną kolekcję, z czego wiele pozycji dotyczy tego miasta! Taki patriotyzm regionalny szanuję! Prowadzi też bookstagram, na którym można na bieżąco podglądać przeczytane ostatnio książki i ich recenzje.

Co jeszcze nas różni? Nas, czyli Pomorzan i Mazowszan. A ściślej mówiąc, nasz region. Pogoda! Okazuje się, że kiedy większość Polaków mierzy się z upałami latem, w Słupsku pada deszcz i panuje mglista, jesienna wręcz aura. Przyjaciele powiadają, że mają przez większość roku iście brytyjski klimat.


Tutaj nawet budy bazarowe są estetyczne. Natomiast zabytkowy wagon podobno nie ma głębszego sensu, gdyż takie tramwaje nigdy w Słupsku nie jeździły.


Istne szaleństwo architektoniczne. Takie przybudówki bardzo kojarzą mi się z Sopotem, czyli taka specyfika Pomorza. Albo po prostu poniemieckiego budownictwa.


Fakty i ciekawostki
Na temat Słupska oczywiście!
- Słupsk ma jeden z najładniejszych ratuszy w Polsce. Został wybudowany na dawnym stawie – fundamenty stoją na palach wbitych w ziemię.
- W Słupsku jest największa kolekcja prac Witkacego na świecie.
- W latach 20. XX wieku w Słupsku miał międzylądowanie sterowiec ekspedycji włoskiej na Biegun Północny, ponieważ pod Słupskiem znajdowała się baza sterowców. Ekspedycją dowodził Umberto Nobile, który rozbił się na biegunie. Wyprawa była sławna w tamtych czasach na całym świecie. Można poczytać o niej tutaj.
- Ostatnia spalona w Słupsku kobieta oskarżona o czary to Katarzyna Zimmermann vel Trina Papisten. Ciekawostki w temacie. Zwiedzając Słupsk warto zobaczyć Basztę Czarownic.
- W Słupsku jest bardzo czysta jakościowa woda – można pić z kranu.
- W Słupsku jest najstarsza pizzeria w Polsce!
Pizzeria działa od 1975 roku i działa przy barze mlecznym „Poranek”. Poznałam tę ciekawostkę w 2023 roku i obiecałam sobie, że przy następnej okazji odwiedzę ten lokal. Tak też się stało! Nasz przyjaciel zabrał nas tam na drugie śniadanie. Na miejscu okazało się, że pizza ma stały rozmiar odpowiadający mniej więcej lubelskiemu cebularzowi. Jest dostępna w trzech smakach: z pieczarkami, z kiełbasą i z boczkiem. Spróbowałam każdego i przyznaję, że najbardziej podpasowała mi wersja pieczarkowa. Wkładka mięsna jest tak zmielona, że niemal jej nie czuć. Sam placek jest bardzo specyficzny, zupełnie odbiega od pizzy, jaką zwykliśmy jadać od lat. Jest bardziej puszysta, natomiast wypiekana w oryginalnym od początku istnienia piecu na blasze. Sam zakup pizzy też jest osobliwy, ponieważ nie wypieka się jej an zamówienie klienta. Pani ma przygotowane konkretne placki i wrzuca je na bieżąco do pieca, a my dostaniemy taki smak, jaki akurat ma do dyspozycji. Nie polecam brać sosu, bo polewany jest obficie i nie jest zbyt dobry, zwłaszcza czosnkowy. Mamy możliwość zjeść w środku, gdzie w klaustrofobicznych i iście sentymentalnych warunkach stoją 2 malutkie stoliczki albo na zewnątrz – o ile odwiedzimy pizzerię w ciepłym sezonie. Jako ciekawostkę od siebie dorzucam recenzję Książula.


Klimatyczne wnętrze z piętrowym piecem do wypieku pizzy:


Treść tabliczki powieszonej w lokalu:
Najstarsza pizza w Polsce. Z ziemi włoskiej do Słupska
8 marca 1975 r. została uruchomiona PIERWSZA w Polsce pizzeria przy barze „PORANEK” w Słupsku.
Przywędrowała do nas z Mediolanu.
Od razu przypadła do gustu gościom i mieszkańcom miasta.
Pomimo upływu lat i powstałej konkurencji nie zmieniono receptury do wypieku „placka”.
Pizza podawana jest w dwóch smakach z pieczarkami lub mięsem.
ZAPRASZAMY
SMACZNEGO!
- W parku przy al. Henryka Sienkiewicza co roku, od maja do późnej jesieni, Miejskie Przedsiębiorstwo Zieleni układa każdego dnia aktualną datę z roślin. Mieszkańcy Słupska mają więc jedyny w swoim rodzaju, kwiecisty kalendarz! Tradycja jest praktykowana od maja 1969 roku, a autorem tego pomysłu jest inż. Jerzy Przybyła – dawny Prezes Zarządu Miejskiego Przedsiębiorstwa Zieleni. Żywa data komponowana jest z dwóch gatunków ozdobnych roślin rabatowych: Eszeweria odpowiadająca za zielone cyfry oraz Iresyna stanowiąca czerwone tło.*
*Źródło: Słupsk Nasze Miasto

Za wszystkie ciekawostki dziękuję naszemu przyjacielowi Łukaszowi – największemu lokalnemu patriocie, jakiego znam! Ostatnią ciekawostką jest to, że urodził się w Słupsku! Jeśli szukacie inspiracji czytelniczych, koniecznie zajrzycie na jego bookstagram: bookowsky.
Ustka
Ustka, czyli nadmorskie turystyczne miasteczko, które jest „rzut beretem” od Słupska, dlatego stanowi regularną bazę wypadową dla jego mieszkańców. Podczas naszych wizyt na Pomorzu również je odwiedzamy.
2023
W 2023 roku mieliśmy okazję wspólnie spacerować brzegiem morza, aż do końca „molo”.

Nie jestem fanką morza, ale raz na jakiś czas bardzo przyjemnie jest zobaczyć i usłyszeć szum fal i przejść się brzegiem wdychając jod.



Spacer wieczorową porą kawałkiem promenady, plaży i molo to super przeżycie dla kogoś, kto ostatni raz był nad morzem w 2020 roku 😀

Na koniec zabrali nas na nocną przejażdżkę ulicami Ustki, bo już padało. Cóż to była za uczta dla oczu! Uwielbiam zwiedzanie przez szybę samochodu! Człowiek jest w stanie zobaczyć znacznie więcej niż mógłby o siłach własnych nóg. Wieczorna turystyczna aura tętniącego życia, pełno pruskich murów i knajpek spowitych w świetle klimatycznych lampek. Podczas jazdy kierowca opowiadał nam lokalne ciekawostki, wskazywał co ważniejsze punkty miasteczka. Pamiętam, że sporo charakterystycznych domków było dawniej chatami rybackimi. Oraz że Ustka zmieniła się na plus w ostatnich latach za sprawą rewitalizacji. Rozmarzyłam się o całodniowych spacerach lub przejażdżkach rowerowych patrząc na przepiękne klimatyczne budynki migoczące za oknem.


Pomyśleć, że nasi pomorscy przyjaciele mają do morza tyle ile my do Puszczy Kampinoskiej! A może nawet i bliżej!
2024
O ile w zeszłym roku spacerowaliśmy brzegiem morza, o tyle w tym mieliśmy okazję przejść parę uliczek, skwerków i kawałek promenady.


Ponownie zachwyciły mnie specyficzne dla tego regionu piękne budynki.

Tym razem udaliśmy się na wspólną kolację i padło na „Meduzę”. W porządku, ale bez szału. Ładny wystrój, atmosfery raczej brak.


Na moim talerzu wylądowała chrupiąca rybka i to był dobry wybór. Lokalny browar Bałtycki Dziad typu Weizen bardzo dobry!


Skoro już mowa o jedzeniu…
W 2024 nasza wspólna kolacja na mieście miała miejsce w Ustce, za to rok wcześniej raczyliśmy się w „Tapas” w Słupsku. U mnie sałatka z chrupiącymi kalmarami.
Za to w warunkach domowych już drugi rok z rzędu powitano nas – podróżników przepysznym leczo. Uwielbiam!


Wspólne grillowanie to też nasza krótka, acz piękna tradycja. W roli głównej burgery według mojej „receptury” 😀

Dary i pamiątki
Nie omieszkam uwiecznić wspaniałych darów ze Słupska 😀
Wiele lat temu miałam przyjemność odwiedzić z moją Słupską przyjaciółką ich Herbaciarnię w Spichlerzu. Co za urokliwe miejsce! Przepiękny pruski klimat, wystrój, położenie. A przede wszystkim przepyszne herbaty, kawy i ciacha! Dostaliśmy od nich w prezencie przy okazji innego spotkania herbatki właśnie ze Spichlerza. A później domowe przetwory – maślaki marynowane i kompot z wiśni. Miód dla mojej duszy. Nie ma lepszych prezentów niż spożywcze, lokalne czy własnoręcznie zebrane! Pychota!

Dostaliśmy też cukinie z działki i zrobiłam z niej niezły użytek 😀
Proszę bardzo, oto, co można wyczarować z wielkiego darowanego kabaczka:
- plastry cukinii smażone z przyprawą do ziemniaków z jajkiem sadzonym
- zupa krem z cukinii
- cukinia w panierce
- vegenieze z tofu i cukinią
- owsianka z tartą cukinią z orzechami włoskimi
- placki z cukinii

Wegańskie bolognese z cukinią i owsianka z tartą cukinią to moje debiuty w kuchni:


Placki z cukinii podane z tzatziki były absolutnie najpyszniejsze. Nie musze chyba dodawać, że cukinia była również cudownym darem ze Słupska? 😀


W 2024 roku mieliśmy okazję odwiedzić lokalny Bazarek Natury pod Słupskiem. Coś na kształt naszych jarmarków i festynów, czyli miejsce, gdzie można zaopatrzyć się w różne skarby lokalnych dostawców, głównie przetworzy i produkty spożywcze typu mięso, pieczywo, miody, a także rękodzieło i kosmetyki mniejszych manufaktur. Bazarek Natura rozstawia się u nich cyklicznie – oczywiście w estetycznych nowoczesnych budkach.
Co dorwaliśmy?
- sos Green Jalapeno – bardzo ostry
- syrop z owocu czarnego bzu
- syrok na przeziębienia na bazie podbiału, tymianku i rumianku
- musztarda miodowa z puree z jabłek z octu jabłkowego

Uwielbiam takie smakowite pamiątki! Nie dość że praktyczne, to przepięknie przywołują wspomnienia podczas spożywania.
Autobiografia Magdy Gessler
Od dawna chciałam przeczytać Autobiografię Magdy Gessler, bo lubię jej postać i oglądam absolutnie wszystkie odcinki „Kuchennych Rewolucji”. Jako osoba, która nie przepada za papierowymi książkami, wstrzymywałam się z jej zakupem. Pamiętałam, że w biblioteczce naszych Słupskich przyjaciół widnieje ta pozycja, dlatego ochoczo po nią sięgnęłam, by spróbować wciągnąć wieczorami czy w momentach wspólnego relaksu przy kawie i herbacie. Udało się! Dzięki temu, że przeczytałam ją podczas tego wyjazdu, będę ją szczególnie wspominać.


A oto moja opinia nt. książki:
Ta autobiografia była dla mnie zaskoczeniem, bo okazała się być, w moim odczuciu, dziełem literackim! Czytamy biografie, bo ciekawią nas losy i smaczki z życia konkretnej postaci. Ale czasami ta linia życia w formie pisanej przynudza datami, nazwiskami. Nie tym razem.
Magda Gessler jest dla mnie kolorowym ptakiem, siłą charakteru i podziwiam ją ze względu na sukcesy, ale i bezkompromisowość oraz życiową mądrość, jaką odczytuję zawsze z uwielbianych przeze mnie „Kuchennych rewolucji”. Nie wnikam, jaka ich część jest sztucznie wyreżyserowana, nawet jeśli wnioski i dialogi są w jakimś stopniu dziełem scenarzysty, uważam, że charyzma Magdy jest absolutnie nie do podrobienia i tylko jej osoba sprawia, że po tylu latach wciąż chętnie oglądam ten program.
Nigdy nie wiedziałam, ile jest w jej postaci prawdziwego kulinarnego talentu, a ile układów i pozycji wynikającej z pochodzenia i znajomości. Po przeczytaniu autobiografii częściowo znam odpowiedź, a częściowo jednak nie. Mimo wszystko nabrałam do jej osoby jeszcze większej ciekawości, choć kryształowa nie była. Ale z pewnością wrażliwa, charakterna i nietuzinkowa. Momentami miałam wrażenie, że fakty są podkoloryzowane, bo to niemożliwe mieć aż tak bajkowe, totalnie filmowe życie. Przekonujemy się jednak, że Magdy nie ominęły też bolesne i gorzkie doświadczenia. Dlatego jestem w stanie uwierzyć, że jej wyczucie psychologiczne i dobra rada udzielana ludziom jest po prostu szczera.
Sama autobiografia jest tak barwna jak osoba Magdy Gessler. Przepiękne pióro, zero nudnych przesadnych szczegółów. Czyta się jednym tchem, jakby oglądało się film. Tak płynnie i pięknie literacko przedstawionych faktów dawno nie widziałam, naprawdę jestem pod wrażeniem wspólnej pracy Magdy i Dominika.
To naprawdę jest kreatorka smaku i stylu 😀