Warszawska iluminacja: wydanie retro

W końcu doczekaliśmy nowej odsłony warszawskiej iluminacji świątecznej! Po trzech latach dekoracji w duchu przedwojennej Warszawy nadszedł czas na lata 50. i 60.!

Poprzednie wydanie światełek było oczywiście przepiękne, ale jakże cieszy wybranie się do stolicy, aby eksplorować niesamowity krajobraz świetlny ten pierwszy raz! A jest to możliwe tylko przy pierwszym spotkaniu z nową odsłoną, jaką zaserwowano nam właśnie w sezonie 2023/2024.

Moja krótka tradycja „światełkowa”

Dla mnie ekscytacja przybrała na sile podwójnie, ponieważ rok temu nie odwiedziłam przed świętami ulubionej atrakcji kompletnie z powodu unieruchomienia przez złamanie stopy. Pomijając tę pechową przerwę, staram się delektować warszawskimi dekoracjami świątecznymi rok w rok na długim spacerze. Co prawda bezwzględnie od 2019 roku, ale to już moja osobista tradycja „światełkowa”. Widok sam w sobie jest niezwykle przyjemny, a konsumowany w okresie świątecznych przygotowań nastraja tą słynną magią, na której niezmiernie mi zależy. Pamiętam za to, że w ubiegłym sezonie dwa razy podziwiałam światełka – z tą ogromną różnicą, że za pierwszym razem jedynie niewielki skrawek Nowego Światu (byliśmy zmarznięci i przejedzeni :D), a za drugim – po pierwszej wizycie w biurze w nowej pracy, czyli w styczniu. Po świętach to już nie to samo… Tak czy inaczej, praktykujemy tradycję wycieczki do Warszawy z iluminacją na celowniku. Raz w czysto spacerowej formie, zaś drugi – przy okazji obiadu w większym towarzystwie. Kiedy wybraliśmy się z koleżankami do Podwala, tradycyjnie zwiedziliśmy warszawski jarmark świąteczny i przeszliśmy odcinek Krakowskiego Przedmieścia – od Placu Zamkowego do przystanku metra pod Uniwersytetem. Po ciężkim obiedzie rzeczywiście nie ma się ochoty na szersze eksploracje. Poza tym ilość zwiedzających podczas weekendu jest przytłaczająca.

Nowy Świat pod znakiem Ferrero Rocher i choinki na latarniach w pobliżu przystanku metra „Uniwersytet”

Zwiedzanie iluminacji w pojedynkę

Myślałam, że w tym roku znowu ominie mnie przyjemność oglądania światełek aż po Stary Rynek, bo przez około połowę grudnia mocno chorowałam. Na szczęście miałam ważną wizytę u specjalisty w Warszawie – 3 dni przed świętami! Dlatego też mogłam odbyć samotny spacer przy okazji i chłonąć atmosferę dosłownie parę chwil przed Wigilią. Bez wspomnianej ważnej sprawy na pewno nie chciałoby mi się jechać do Warszawy, zwłaszcza, że okropnie lało. Dlatego ogromnie mnie cieszy, że tak się to ułożyło. W dodatku dzień roboczy i zła pogody zdecydowanie odstraszyła tłumy ludzi. Może i nie było atrakcji takich jak mapping na budynkach, muzyka na żywo czy teatry uliczne, a oferta gastronomiczna była wyraźnie mniejsza. Z tej ostatniej jednak nie korzystam, a brak dodatkowych efektów wizualnych to mała strata wobec męczących bodźców, jakich dostarcza tłum ludzi.

Przyznam, że najlepiej chłonę wspomnianą magię podczas przechadzki w pojedynkę, ze świąteczną muzyką w słuchawkach. Skupiam się w pełni na klimacie, zajrzę w każdy upragniony kąt Starówki, poczekam cierpliwie na złapanie upatrzonego kadru i nie muszę się przejmować, żeby gonić innych i tym samym zmuszać ich do czekania. Ci, co mnie znają, prawdopodobnie wiedzą, jaka eksplozja radości nastąpiła we mnie tego dnia ❤️

Pokaże Wam, dlaczego.

Nostalgiczny początek Traktu Królewskiego

Zacznijmy od Placu Zamkowego. Choinka w tym roku raz po razie zmieniała swoje barwy. Uchwyciłam ją w dwóch odsłonach kolorystycznych, a ma ich znacznie więcej w swojej gamie! Jej oficjalne „zapalenie” odbyło się 7 grudnia o godz. 18:00. To musiała być magiczna chwila! Warto wspomnieć, że choinka ma aż 27 metrów i składa się z nowoczesnych energooszczędnych materiałów.

Ozdoby rodem z PRL-u

Tegoroczna iluminacja została uruchomiona 6 grudnia, przy czym wspomnianą wyżej choinkę włączono dzień później. Całość jest wyjątkowa, bo mamy do czynienia z pierwszym sezonem nowego zestawu ozdób. W tym roku postawiono na dekoracje rodem z PRL-u i tym samym przywołano nostalgiczne wspomnienia pokolenia naszych rodziców i dziadków. My (odwołuję się do siebie) – dzieci z lat 80’tych też kojarzymy większość figurek i elementów ze świętami naszego dzieciństwa. Dlatego też obcowanie z reliktami z tamtych lat wywoływało ciepło na moim sercu, bo wspomnienia dawnych gwiazdek przyprawiają o pozytywne dreszcze. Wśród dekoracji rozpoznałam dobrze znane mi z dawnych czasów lampki w kształcie świeczek, o których marzę od kilku lat 😀 To żarówki inspirowane są popularnymi w czasach PRL lampkami choinkowymi z fabryki w Pabianicach. W instalacji na początku Traktu Królewskiego zamontowano tunel takich lampek przeplatany ukochanymi grzybkami i innymi bombkami, które dobrze znam z choinki z domu rodzinnego.

Bajeczna instalacja w stylu retro
Lampki marzeń
Grzybek po deszczu <3
Bombki rodem z dzieciństwa

Wspomniane lampki imitujące świeczki oplotły także fantazyjny napis „WARSZAWA” o wysokości 8,5 metra! To jedna z moich ulubionych instalacji Traktu Królewskiego. Retro w nowoczesnej odsłonie, osobliwa choinka dumnie świecąca na tarasie. Stanowi niesamowitą reprezentację panującej w tym sezonie iluminacji. Wraz z rozmytym odbiciem w strugach deszczu stworzyła malowniczy warszawski obraz. Ogromnie się cieszę, że mogłam nacieszyć nią oczy w pełni, w przeciwieństwie do pierwszego spotkania.

Retro choinka z liter W A R S Z A W A – mój faworyt

Tak naprawdę ciężko wyłonić jednego faworyta, bo zdecydowana większość napotkanych dekoracji skradła moje serce. Ustalmy zatem podium: choinka z liter nazwy stolicy oraz wszystko, co ubrane w lampki-świeczki! Z dekoracjami latarni na czele. Przysięgam, można dostać bólu karku od podziwiania tego cuda!

Najpiękniejsze latarnie świata

Wspomniane latarnie wraz z wiszącymi świetlnymi girlandami tworzyły iście magiczny obrazek.

Bajeczny układ światełek

Uczta świetlna

Nic dodać, nic ująć. Przechadzka Traktem Królewskim to absolutna uczta świetlna.

Świąteczny klimat wokół Bazyliki Świętego Krzyża
Magia światła na Krakowskim Przedmieściu

Pajacyki

Na szczególną uwagę zasługuje „aleja pajacyków”. Na chodniku wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia umieszczono cztery figurki znane nam, a jakże – z PRL-u. Te giętkie ludziki czy zajączki w obręczach były bardzo popularną ozdobą choinkową. Sama takie wieszałam w domu rodzinnym!

Pajacyki Traktu Królewskiego, nie dość że pokaźnych rozmiarów, piękne oświetlone, to jeszcze gadające! Przy każdej figurce znajduje się ogromny guzik, który po wciśnięciu emituje rozmaite, nieraz zabawne teksty wypowiadane przez pajaca.

Przykładowe wypowiedzi warszawskich pajacyków:

  • Milo Cię widzieć
  • Serwus ferajna!
  • Chcemy zimę przez cały rok
  • Śnieg pada, śnieg pada, krasnal dziś do ludzi gada
  • Ładnie dziś wyglądasz
  • Kiedyś to były czasy, nie to, co teraz
  • Merry Christmas
  • Santa Claus is coming to town!
Kojarzę takiego giętkiego zajączka <3
To chyba mój ulubiony warszawski pajacyk

Przy wielu instalacjach znajdują się tablice informacyjne po polsku i angielsku. To pomoże poznać relikty PRL-u, zwłaszcza młodszym zwiedzającym.

Pajacyk

Popularne pajacyki w cyrkowych obręczach były praktycznie nie do zniszczenia, o ile zdołały zachować w całości szklane główki. Gdy uległy zgnieceniu, można je było zastąpić koralikiem lub orzechem.

Co za fantastyczna idea. Jestem ogromną fanką naprawiania zamiast zastępowania. Ogólnie szalenie lubię PRL-owski styl ozdób choinkowych, pewnie właśnie przez nostalgię. Nie widzę w nim nic obciachowego czy ubogiego, jak twierdzą niektórzy. Moja wymarzona choinka przyszłości jest bardzo kolorowa i różnorodna, ozdobiona w około połowie bombkami z tamtych lat (lub choćby wiernymi replikami). Czy muszę dodawać, że pajacyki to moi kolejni faworyci tej wycieczki?

Poniżej moje ulubione zdjęcie pajacyka. Wypatrzyłam sobie dokładnie ten kadr i bardzo, ale to bardzo długo czekałam w deszczu na ulotną chwilę, podczas której z mojego „wizjera” usuną się zwiedzający. Było warto.

Kryształy, grająca alejka i wesołe miasteczko

Kolejne skarby dawnych lat – kryształy! Pamiętam ich czyszczenie w misce z pianą przy większych porządkach. Zazwyczaj zdobiły salony, nigdy nie służyły używaniu w jadalni 😀 Choć kojarzę, że w moim rodzinnym domu jeden służy za cukiernicę, w innym trzyma się cukierki, natomiast kieliszki i kielichy były używane od święta. Tak samo wazon do kwiatów. Raczej zdarzało mu się czasem pełnić swoją funkcję 🙂 Cały zestaw dumnie wypełnia podświetlaną witrynę w salonie rodziców. W poniższej instalacji umieszczonej przy skwerze ks. Jana Twardowskiego położono też typowe bombki z tamtych lat. Oczywiście, że takie wieszałam!

Świecące kryształy!

Mam wrażenie, że pokazałam już mnóstwo cudownych artefaktów lat 50. i 60., a przed nami wciąż liczne atrakcje! Jedną z nich jest animowany chodnik idący od kryształów. Wyświetla rozmaite animacje, takie jak kołyszące się gałęzie choinki z bombkami, spadające śnieżynki, latające pszczoły czy ptaki, wirujące gwiazdy i zapewne jeszcze więcej. Maszerując tą bajeczną alejką mamy okazję słuchać różnorodnych melodii o świątecznym zabarwieniu. Puszczane są z bardzo krótkimi odstępami, a w ciągu kilku minut można ich usłyszeć kilka. Nie mam pojęcia, ile piosenek zawiera pełen repertuar, ale przeszłam uważnie atrakcję tam i z powrotem nie trafiając na żadne powtórki 😀

Animowany grający chodnik

Czas na rozrywkę dla najmłodszych, czyli miniaturowe wesołe miasteczko. Ale jakie! Jest podświetlana karuzela z samochodzikiem i konikami, którą napędza się ręcznie, ale bez przesadnej siły. Poza tym duży miś, klocki i bąk – zabawki dzieci PRL-u. Znajdziemy je na skwerze Herberta Clarka Hoovera.

Karuzela i bąk

Klocki

Najpopularniejsze i niezniszczalne drewniane klocki były ekologiczne, zanim to się stało modne. Skromny zestaw kształtów i kolorów pozwalał na rozwijanie dziecięcej wyobraźni.

Informacja dotycząca klocków tak bardzo w punkt!

Syrenka i Warszawa

Na tym samym skwerze zobaczymy też jeden z dwóch tutejszych świetlnych samochodów – Syrenkę, legendarny model z FSO. Ma na dachu choinkę, podczepioną przyczepkę i umożliwia usadowienie się w środku. Po naciśnięciu odpowiednich guzików we wnętrzu odpalimy dźwięki silnika odpowiednie dla realnego modelu samochodu. Możemy nawet uruchomić klakson i włączyć światła! Kolejna nostalgiczna zagrywka! W weekend kolejka do środka Syrenki była równa nieskończoności. W dzień roboczy była to również najbardziej oblegana atrakcja i bardzo cierpliwie wyczekiwałam kadru bez ludzi za kierownicą. Na wejście do środka już się nie skusiłam, bo poniższe zdjęcie zostało uchwycone dosłownie w sekundę przerwy między jednym człowiekiem na horyzoncie a drugim.

Jedna z najbardziej obleganych atrakcji: Syrenka
Syrenka od frontu

Była Syrenka z choinką, jest i Warszawa z prezentami! I to w pełnym wymiarze! Również z możliwością siedzenia w środku oraz wydająca nostalgiczne dźwięki silnika. Przepiękna replika!

Czy jako miłośniczka motoryzacji zaliczam te eksponaty do faworytów tej edycji iluminacji? Ależ oczywiście!

Warszawa złapana z przeciwnej strony ulicy
Warszawa z prezentami
Warszawa od frontu i wejście do Bristolu

Na deser odwiedziłam Rynek Starego Miasta, ale o tym w następnym poście!

Wyścig z czasem

Odpuściłam sobie „czekoladkowy” Nowy Świat, choć podejrzewam, że w pobliżu palmy mogło stać jeszcze parę świetlnych niespodzianek. Niestety aura deszczu i wiatru była wyczerpująca, a zważywszy na wizytę u specjalisty i tak rozpoczęłam swój spacer dość późno. W pewnym momencie rozpoczęłam walkę z czasem, żeby zdążyć ze Starego Miasta na pociąg z Dworca Centralnego. Marzyłam, aby zobaczyć jeszcze tego dnia instalacje na ulicy Świętokrzyskiej. Wiedziałam, że ponownej okazji w tym roku nie będzie, wszak za 3 dni Wigilia. Gdy tylko przeczytałam informacje o nowej odsłonie iluminacji, w oczy rzucały mi się także internetowe zdjęcia prezentujące gigantyczny telefon, radio i wagę. Jeśli powiem, że wywołały u mnie podniecenie, zabrzmi to dziwnie i niezupełnie szczerze. Ale jeśli czyta mnie inny „Griswold” to wie, o jakim uczuciu mówię 🙂 Niestety nie znałam dokładnej lokalizacji tych pięknych obiektów i wraz z upływem czasu 21 grudnia traciłam nadzieję, że je tego dnia zobaczę. Ruszyłam więc tramwajem spod Starego Miasta i wysiadłam na przystanku niedaleko domów towarowych Wars i Sawa. Spojrzałam na zegarek i wiedziałam, że aby zdążyć znaleźć właściwy peron, kupić bilet i nie spóźnić się na przedostatni pociąg do domu, muszę zagęszczać ruchy. Nici z telefonu, radia i wagi…

Nostalgiczna Świętokrzyska

Wtem, stojąc na światłach na przejściu na drugą stronę – tam, gdzie Świętokrzyska przecina się z Marszałkowską, spojrzałam w lewo i ujrzałam duże skupisko czerwonego światła. Bardzo duże. Dotarło do mnie, że oto patrzę na wagę lub telefon! Jedni mnie wyśmieją, inni (Griswoldowie na przykład) zrozumieją. Poczułam radość, zwycięstwo i popędziłam ochoczo w stronę symbolizującego moją nadzieję czerwonego światła. Była to co prawda ogromna skrzynka pocztowa na listy do św. Mikołaja, ale wiedziałam, że jestem na właściwym miejscu. Na horyzoncie jarzyły się pozostałe, znane mi z sieci medialne artefakty lat 50. i 60. Powiedzieć, że byłam w niebie, to żadna przesada.

Mikołaj na motocyklu Ryś
Skrzynka pocztowa na listy do św. Mikołaja

Zaraz za motocyklem Ryś można było spotkać kolejne retro cuda. Jednym z nich było interaktywne radio wysokie na dwa metry i szerokie na 3,5. Wybrzmiewają z niego nostalgiczne utwory, które możemy przełączać za pomocą pokrętła! Podczas mojego spotkania z eksponatem coś nie działało, a przez bardzo ograniczony czas odpuściłam kombinowanie i pognałam dalej.

Grające retro radio na Świętokrzyskiej

Radio

Warszawskie Zakłady Radiowe im. Kasprzaka wyprodukowały w 1954 r. odbiornik radiowy Syrena, jako pierwszy, własny projekt techniczny. Popularność tego radia wzmacniał wysoki poziom nadawanych w eterze audycji.

Po drodze trafiłam też na przepiękny telefon z numeryczną tarczą. O imponującej wysokości ponad dwóch metrów! Jestem z pokolenia, które doskonale pamięta wykręcanie numeru poprzez wykonywanie obrotu palcem na tarczy do każdej cyfry osobno. W moim domu rodzinnym nie było jednak aparatu w formie stojącej, lecz wiszącej. Podziwiając ten na Świętokrzyskiej żałowałam przez chwilę, że jestem sama, bo nie miał kto mi zrobić zdjęcia w uroczej ramce stojącej obok niego 😀

Aparat telefonu z napisem „Zadzwoń do Mikołaja”

Hasło na telefonie

Zadzwoń do Mikołaja

Walka z czasem trwa, a ja pędzę dalej. Nie odpuszczę wagi, która zachwyciła mnie jakiś czas temu w sieci. Jej wysokośś to aż 3,5 metra! Kiedy do niej dotarłam, zaskoczyły mnie ogromne owoce obok i przezabawny miernik „kilogramów”, czyli napis:

Hasło na wadze

Sprawdź swój poziom nasycenia mandarynkami.

Chyba każdy Polak czuje nadchodzące święta wraz z zapachem uwalnianym podczas obierania mandarynek. To jest absolutnie zerojedynkowe skojarzenie, dlatego kocham ten aromat. Wywołuje u mnie „świąteczne ciarki” praktycznie na równi z pierwszą nutą „Last Christmas”.

A sam przedmiot wagi? Wywołuje wspomnienia z dawnych bazarów, warzywniaków i mięsnych. Odwołanie do przeszłości absolutnie trafione! Tak samo jak lizaki. Oczywiście, że takie jadłam, i to z identycznymi wzorami jak na tej instalacji!

Godzina na zegarku nakazywała ruszać w stronę pociągu, ale jakże można było odpuścić oglądanie retro telewizora? Gdzieś nieopodal majaczyło mi na horyzoncie wejście do metra, więc poczułam się bezpiecznie i ochoczo podbiegłam do ostatniej atrakcji tego wieczora i absolutnie przepadłam. Na ekranie wyświetlany był „Miś uszatek”, a sam eksponat znowu umożliwił widzowi interakcję. Za pomocą pokrętła można było zmienić stację. Skorzystałam z tej możliwości, umościłam się na widocznym retro fotelu i zaczarowana wciągnęłam wszystkie bajki dostępne w repertuarze tej znakomitej instalacji 😀 Królował wspomniany Miś Uszatek oraz Jacek i Agatka. Pamiętam te bajki, ale bardziej jako ciekawostkę, przez mgłę. Myślę, że osoba 10 czy 20 lat starsza ode mnie, kojarząca te animacje jako swoje osobiste wieczorynki z dzieciństwa, mogłaby się w tym miejscu totalnie wzruszyć. Ten ostatni punkt mojej iluminacyjnej eskapady utwierdził mnie w przekonaniu, że Multidekor dał czadu i spacer śladami tegorocznych eksponatów chwyta za serce!

„Miś Uszatek” na ekranie świetlnego telewizora

Telewizor

Może i stosunek przekątnej ekranu do obudowy nie wypadał korzystnie, lecz telewizor Belweder opracowano całkowicie w Polsce i produkowano od 1957 r. w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych.

Ps.: Przystanek metra nieopodal telewizora należy do linii M2 i nie prowadzi do Centrum, więc nie uratował mnie z opresji. Jeśli jednak kogoś to interesuje, zdążyłam na pociąg powrotny, choć wygenerowało to nieco adrenaliny 🙂

Zachwyt nad iluminacjami

Cóż, wspaniały to był spacer, nie zapomnę go nigdy 🙂 Odwołania do przeszłości są bardzo trafione, bo niosą za sobą swoistą wartość edukacyjną. Najmłodszym pozwalają poznać artefakty z życia ich rodziców czy dziadków, a starszym przywołują ciepłe świąteczne wspomnienia. Sama idealnie wpisuję się w drugą grupę, która uświadczyła większości prezentowanych dekoracji we wczesnych latach życia i tym samym ma okazję przypomnieć sobie atmosferę towarzyszącą pierwszym gwiazdkom. Tematyka to jedno, a wykonanie drugie. Symbole świąt z epoki retro zyskały w stolicy przepiękną nowoczesną formę. Pokaźne rozmiary, krążące światło, efekty animacji okraszone autentycznymi dźwiękami sprawiły, że relikty PRL-u dosłownie ożyły. Wspaniała jest ta interaktywność, która pozwala spacerowiczom złapać kontakt z instalacjami. Informacje na tabliczkach pozwolą dowiedzieć się czegoś o eksponatach tym, którzy znają je tylko z opowieści. Fantastyczna jest także różnorodność – nie dość, że mamy ciekawe instalacje rozmieszczone w różnych punktach miasta, to możemy dodatkowo nacieszyć zmysły takimi smaczkami jak grająca alejka czy weekendowe video-mappingi na ścianach budynków. Ta nuta nowoczesności stanowi świetne uzupełnienie nostalgicznej iluminacji. Dla mnie absolutny zachwyt!

Kto za tym wszystkim stoi? Firma Multidekor z Piastowa! Jako osobę, która mieszkała w tym mieście ponad 7 lat, rozpiera mnie duma 🙂

Twórcy iluminacji o warszawskiej scenografii:

– Projektując tegoroczną kolekcję dla Warszawy, mój zespół starał się wkomponować w nią wspomnienia i ciągle żywy w pamięci obraz charakterystycznych form i ozdób, które kiedyś cieszyły nas samych, a które teraz warto pokazać nowym pokoleniom – mówi Olga Mościcka, Szefowa teamu pracującego w Multidekor nad koncepcją wystawy dla stolicy. Iluminacje, które są oparte na typowej dla tamtych czasów prostocie i pewnej surowości, udowodnią, że klasyka zawsze ma walor ponadczasowości. Chcemy za pośrednictwem tego projektu, zaprosić warszawiaków i przyjezdnych w pełną wspomnień podróż w przeszłość, podaną w nowoczesnej formie i za pomocą najnowszych technologii. Projekt wykorzystuje najnowocześniejsze energooszczędne autorskie rozwiązania w technologii Eco LED+ w połączeniu z wielobarwnym doświadczeniem światła. – dodaje projektantka.*

* Żródło: strona Multidekor

Nie wiem, ile lat przewidzianych jest na ten konkretny zestaw dekoracji, ale zachęcam do odwiedzenia każdego, kto ma taką możliwość! Tegoroczna iluminacja raduje i edukuje. Kto wie, może zainspiruje najmłodszych, żeby odkurzyli z piwnicy starszych pokoleń oryginalne retro ozdoby?

Więcej informacji: