Dawno dawno temu w Gdańsku, za siedmioma lasami i Morenowymi wzgórzami… pewien dom wypełnił magiczny nastrój świąteczny, zapach domowych potraw i gwar fabryki pierników…
Nie ma to jak jadalne ozdoby choinkowe. Suszone pomarańcze i ciastka na nitce – to musi mieć urok. Piernikowe ludziki ze spodenkami z lukru otrzymały miano kalesoniarzy 😀



Zdjęcia przenoszą nas do roku 2008 do Gdańska, gdzie spędziłam święta z siostrą i rodziną szwagra. Moja siostra jest mistrzynią cukiernictwa, estetyki i perfekcjonizmu. Przez kilka lat uskuteczniała domową produkcję pierników, które lądowały w misce, na choince i w prezentach. Ale absolutnym majstersztykiem były piernikowe choinki, od początku własnoręcznie robione przez siostrę, na konstrukcji z piernika i lukrowego kleju. Oto ich domowa produkcja:


A oto efekt:


A oto inne piernikowe cuda:



Nastrój świąteczny to nie tylko fabryka pierników. W całym mieszkaniu nie zabrakło świątecznych akcentów i żywej choinki. Pamiętam, że to były moje pierwsze święta z żywą choinką.







I kolejne świąteczne aromaty: stół zastawiony potrawami na śniadanie i moja ukochana ryba w galarecie, na Boże Narodzenie w Gdańsku ryby były zawsze zakupowane u lokalnych rybaków, najlepsza jakość.









Nie ma to jak zapach świąt!

