Grzybbing, nie grobbing

Coraz cieplejsza jesień sprawia, że na grzyby można się wybrać nawet w listopadzie. To zapoczątkowało naszą nową tradycję – grzybbingu zamiast grobbingu. Kiedy 1 listopada wszyscy udają się na cmentarz, my jedziemy do lasu.

Większy spokój, zerowa konkurencja, czego chcieć więcej? Ja i moja towarzyszka grzybobrania Jadzia, mamy takie podejście, że porządek na grobach robi się nie wtedy, kiedy wszyscy, ale wtedy, kiedy nam najbardziej odpowiada. Można przed świętem zmarłych, można po – nie trzeba pchać się w tłum. Tak samo z postawieniem znicza. Osobiście nigdy nie chodzę na cmentarne msze za dnia. Dlatego obie możemy swobodnie wykorzystać ten czas na buszowanie po lesie.

Piękny magiczny las
Mgła w lesie
Kiedy? 1 listopada 2022

Kiedy inni stali w korkach na cmentarze, my sunęłyśmy na trasie do lasu. Już nawet nie pamiętam do którego. Ważne, że udało nam się wznowić wspólne wyprawy na grzyby po 3 latach przerwy. Wybierając się na nie za którymś już razem, mogłam się przekonać, czy to faktycznie jest dla mnie. Jeśli zastanawiacie się, jak bardzo trzeba kochać to zajęcie, żeby zrywać się po ciężkim tygodniu pracy w sobotę o chorej godzinie, to odpowiedź brzmi: TAK 🙃.

Gdzieś w Puszczy Mariańskiej

Szalone pobudki

Wcześniej znałam to jedynie z opowieści. Zawsze, gdy słyszałam, że zapaleni grzybiarze przemierzają lasy od 5 nad ranem, myślałam, że to jakieś wyolbrzymione legendy. Jako śpioch absolutny nie wyobrażałam sobie pobudki o tak chorej godzinie. Przy czym chora to nie 5 nad ranem, lecz znacznie wcześniej! Po pierwsze, nie mieszkam przy lesie. Po drugie, w różnych miejscach zbieramy z Jadzią grzyby. Ale mniej więcej połowa naszych wypraw polega na tym, że najpierw jadę do niej do Brwinowa, następnie przesiadamy się w Golfa i ciśniemy godzinę trasy do lasu. Dodam, że ja mam około 50 min drogi do Brwinowa, a sama potrzebuję około godziny czasu od wstania z łózka do pełnego obudzenia się. Prysznic, herbata w termos, ciepłe ubrania, te sprawy. Nie muszę chyba dodawać, że jesień jest okrutnie trudną porą do porannego wstawania, Ciemno wszędzie, zimno wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Skłamię, jeśli powiem, że pobudki o 3, 4 nad ranem przychodzą mi łatwo. Niesamowite jest jednak to, że wyjazd na grzybobranie budzi we mnie tyle radości, że jestem w stanie w ogóle to wykonać. Poza przymusowymi sytuacjami typu praca czy wyjazd do lekarza, nie ma żadnych innych okoliczności, dla których wstałabym o takiej godzinie, a w szczególności o takiej porze roku. Tylko grzyby z Jadźką dają mi chęci do życia w środku nocy i siłę do wystawienia nóg poza obszar łóżka w zimnych ciemnościach.

Ma to jednak swoje zalety. Wiadomo, że na grzybobranie należy jechać przed świtem, żeby inni grzybiarze nam wszystkiego nie wyzbierali. Dostajemy do tego efekt uboczny w postaci długiego wartościowego dnia i… magiczne widoki na trasie. Kocham lekko zamglony jesienny krajobraz na drodze.

Mgła na horyzoncie
Jesienna trasa

Pamiętam, że grzybbing zamiast grobbingu w pierwszolistopadowy poranek i południe okazał się świetnym pomysłem. Nie byłyśmy w lesie same, ktoi jeszcze wpadł na pomysł tej nietypowej tradycji, Ale były to dosłownie pojedyncze postaci, więc mogłyśmy cieszyć się spokojem i ciszą lasu, a przede wszystkim bezkonkurencyjnymi zbiorami.

Dlatego ochoczo wybrałyśmy się na kolejną wyprawę w kolejny najbliższy wolny dzień.

Kiedy? 11 listopada 2022

Grzybowy wkurw

Las był dla nas łaskawy. Ja jak zwykle zebrałam kilka razy mniej niż Jadzia. Czy przesadzam z tym, że kilka razy? Na pewno mam zawsze z 1/3 jej zbiorów, czasem może nawet mniej. I to ma dwie strony medalu. Z jednej strony jest mi zawsze smutno, kiedy przemierzamy przez las i przez dłuższy czas ona co raz coś znajduje, a ja wciąż nic i nic. Mam w sobie pokorę, bo wiem, że ona uprawia grzybobranie od ponad 40 lat, a ja robię to nawet nie piąty raz w życiu. To logiczne, że nie będę w tym tak dobra jak ona. Ale przede wszystkim ja się z nikim nie ścigam. Nie zależy mi, aby zostać grzybową królową lasu. Chcę po prostu w miarę regularnie wypatrywać ładne okazy i wrzucać je do swojej łubianki. I przez pierwszych kilka zdobyczy Jadzi niespecjalnie mnie rusza mój pusty kosz. Ale jeśli w przeciągu pół godziny ona ciągle coś znajduje, a ja mniej niż zero, wtedy najwzyczajniej w świecie rodzi się we mnie wkurwienie.

Samo nie przejdzie. Dopiero po kilku uzbieranych sztukach czuję, że zła passa przechodzi i z nadzieją na choćby jeden słoiczek marynowanych mogę dalej przemierzać leśne szlaki.

Uwaga, łoś

Tego dnia towarzyszyła nam przez moment niezła adrenalina, bo spotkałyśmy w lesie łosia! Pierwszy raz widziałam to zwierzę z tak bliskiej odległości. Choć na szczęście aż tak blisko nie był, bo przecież umarłabym ze strachu. Wypatrzyłam go między drzewami, stanęłam jak wryta, a on też. Gapił się na nas, a ja zastanawiałam się, jak powinnyśmy zareagować. Na szczęście to nie dzik, przy nim najadłybyśmy się zapewne więcej strachu, a i reakcja zwiwerzęcia mogłaby być agresywna. Ogólnie ryzyko spotkania w lesie dzika jest jednym z powodów, dlaczego nie jeźdżę na grzyby sama. Co prawda we dwie nadal miałybyśmy przejebane podczas takiego spotkania, niemniej nie chciałabym się z tym mierzyć w pojedynkę. We dwójkę też nie, ale w pojedynkę w szczególności.

Szczęśliwie łoś okazał się niegroźny i po niekrótkim pojedynku wzrokowym oddalił się w bliżej nieokreślonym kierunku.

Istnieje jeszcze jeden, czołowy wkurw grzybowy. Kiedy ktoś, kto jest z Tobą na grzybach znajduje prawdziwki, a Ty nie. Ale o tym opowiem więcej przy okazji innego grzybobrania, bo ten rodzaj wkurwu narodził się we mnie dopiero później. Na ten moment cieszyłam się, że potrafię w ogóle samodzielnie rozpoznawać i zbierać podgrzybki. Prawdziwki uważałam za wyższy level wtajemniczenia. Tym razem Jadzia znalazła ich dwie sztuki. Jest czego zazdrościć.

Na tym etapie swojego grzybowego doświadczenia nauczyłam się w pełni rozpoznawać podgrzybki i prawdziwki, przy czym wypatrywanie tych drugich jest dla mnie zadaniem z kategorii „trudne”.

A teraz uwaga, bo wjeżdża porada grzybowa. Jak widać na załączonym powyżej obrazku, mamy okaz dorodnego podgrzybka poniżej gałęzi powalonego drzewa. To jedna ze wskazówek, jakie dostaję od doświadczonej Jadzi podczas aktywnych lekcji grzybobrania. Grzyby uwielbiają rosnąć tuż przy leżących drzewach, pniach i gałęziach!

Zupa grzybowa – trzecie podejście

Cóż, moje zbiory nie były zbyt pokaźne, ale wystarczyły, aby ugotować kilka dań!

Część zbiorów Jadzi:

Moje zbiory:

Ostatnio pisałam, ze już za drugim razem zrobiłam zupę grzybową bez śmietany. Kłamałam, Piszę te posty w 2024 roku, kiedy już od jakiegoś czasu mam świadomość swoich sporych nietolerancji pokarmowych. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, co mnie truje i ochoczo lałam śmietanę do zupy :). Oto efekt mojego listopadowego grzybobrania 2023:

  • dwa małe słoiczki marynowanych w occie!

Tym razem grzybki marynowane mi wyszły. Nie to, co za pierwszym smutnym razem. Ale przyznam, że wychodzą mi słabe. Jadalne, ale bez wyrazistego smaku, dość nudne. Będę nad tym pracować.

  • garnek zupy grzybowej

Zupa nadal w wersji lekko kremowej, na boczku podsmażanym z cebulą, z ziemniakami, zabielana śmietaną. Wtedy zaczęła mi wychodzić naprawdę zajebista. Lubię, gdy po grzybobraniu mogę jeść świeżą zupę grzybową na śniadanie.

  • makaron z sosem grzybowym

Sposób przygotowania podobny do zupy, bo udział brały podsmażone boczek i cenula, na których dusiły się następnie pokrojone grzyby z masełkiem. Do tego natka pietruszki i gotowe. Zdaje się, skorzystałam z przepisu Jadzi przekazanego w formie werbalnej podczas leśnych wędrówek. Czyż nie ma to uroku?

  • biała pizza z grzybami

Pamiętam, że po przygotowaniu zupy i słoiczków zostało mi bardzo mało grzybów. Na makaron z sosem skusiłam się z ciekawości i przez zapewnienia Jadźki o tym, jak zajebista jest to potrawa. Szukałam jeszcze pomysłu na kilka pojedynczych sztuk, których nie opłacało się mrozić, i znalazłam. Zrobiłam domową pizzę białą, czyli bez sosu pomidorowego i dałam na nią przesmażone grzyby w towarzystwie składników, które miałam pod ręką. Pomidor, papryka chilli, czerwona cebula i oczywiście ser. Wyszła bardzo ciekawa! Myślę, że to bardzo udane wykorzystanie kilku grzybów, na które nie mamy pomysłu, polecam.