W poprzednim poście obiecałam, że podzielę się swoim pierwszym świątecznym menu. Miało być prosto, skromnie, leniwie i po prostu olewczo – w stylu „jak zrobić, żeby się nie narobić”. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle i w efekcie spędziłam w kuchni ze 4 razy więcej czasu niż zamierzałam. Za to z przyjemnością i z pomocą mojego niezawodnego su-chefa – lubego. Ale po kolei.

Miało być skromne menu dla dwojga, w tym coś, co sprawi radość lubemu, który to pracował przez całe święta. Pierwsze wspólne niezależne Boże Narodzenie i fakt, że w momencie, gdy większość ludzi cieszy się wolnym, a Twoja połowa pracuje do późna to spora motywacja, aby przywitać go ładnie zastawionym, pachnącym i smakowitym stołem.
Etap pierwszy to koncepcja. Coś na ciepło, coś na zimno, coś na obiad, coś na śniadanie i koniecznie coś na słodko. On nie lubi ryb, ja lubię ryby, w efekcie wybieram jedną rybną potrawę dla siebie i jedną sałatkę śledziową z przepisu teścia mojej siostry. Najlepsza, jaką jadłam, udało mi się zdobyć przepis i zrobić ją samodzielnie pierwszy raz. Swoją drogą, wyszła bezbłędnie. Siostra własnoręcznie spisała recepturę w swojej księdze przepisów i myślę, że nie będzie miała nic przeciwko, że się z wami nim podzielę. Naprawdę polecam.

Już ponad tydzień przed Wigilią spisywałam na kartce pomysły na dania, aby drogą wspólnych konwersacji i eliminacji wybrać finalne potrawy. Świadomie, o zgrozo, zrezygnowałam z pierogów. Jestem czołową fanką pierogów, ale nie oszukujmy się – jest z nimi tyle pierdzielenia, że złamałyby moją zasadę olania świąt pierwszorzędnie. Dodatkowo muszę się przyznać, że nie jestem w tym dobra. Próbowałam swoich sił z pierogami może z 10 razy i nigdy nie wyszły mi dobrze. O ile doszłam już do perfekcyjnego ciasta na surowo, wszystko się rozwalało na etapie gotowania – nie jestem w stanie ogarnąć tej techniki. Z ryb wybrałam łososia, bo w Biedronce były dostępne rozsądne porcje w optymalnej cenie ; ) Upiekłam go z czosnkiem, żurawiną i pomarańczą – bardzo dobry. Luby jest fanem sałatki jarzynowej, więc dzielnie gotowaliśmy i kroiliśmy wszystkie warzywa – to również robiliśmy, od deski do deski, pierwszy raz w życiu i choć przepis przepisowi nierówny, przyznam nieskromnie, że nasza jarzynowa wyszła
zaaa-jeee-biiis-ta!

Na ciepło w Wigilię podałam barszcz Krakusa z przyprawami wedle uznania 😀 Podobno jak na gotowca, nie jest taki tragiczny pod względem składu. W barszczu również niestety gotowe, acz smaczne, uszka z kapustą.

- Barszcz (Krakus) z uszkami z kapustą
- Paszteciki z kapustą i grzybami na ciepło
- Łosoś pieczony z pomarańczą i żurawiną
- Kurczak zagrodowy pieczony w całości z jabłkami i ziemniakami
- Pieczony udziec z indyka marynowany w czosnku i rozmarynie
- Ćwikła, buraczki zasmażane
- Pieczywo
- Sałatka jarzynowa
- Sałatka oliwkowa z oliwkami, kukurydzą, szynką i żółtym serem
- Sałatka śledziowa tatarska
- Wędliny (m.in. szynka od szwagra, karczek pieczony, kiełbasa myśliwska)
- Ciasta (piernik z kremem, makowa fantazja, rolada z kremem)
- Jabłka w czekoladzie z posypką
- Mandarynki
Tak to wygląda:

Parę słów o przedświątecznych zakupach. Sprawiedliwie podzieliliśmy listę zakupów na pół i każde z osobna kupiło swoją część gdzieś po drodze do/z pracy, więc taszczenie toreb „na Pudziana” tudzież „na małpę” było zawsze trochę mniej odczuwalne 😉 Najgorsze są zawsze do kupienia mięsa i pieczywo, bo muszą być świeże. Niezmiernie bałam się kolejek „last minute” i wszystko, co mogłam, kupiłam w sobotę. Były względnie duże kolejki, ale bez tragedii. Od innych dowiedziałam się, że statystyczny Polak musiał mieć analogiczne podejście, bo w niedzielę przed Wigilią był w sklepach pełen luz. Mistrzem strategii w tym roku nie zostałam ; )
Na świąteczne śniadania chciałam rozkładać szwedzki stół w postaci pieczywa, dobrej jakości wędlin, chrzanu, ćwikły i naszych wigilijnych sałatek.

Po pieczywo i mięso stałam przed pracą w Wigilię w komunistycznych kolejkach. Ludzie do piekarni czekali na zewnątrz w zakręconym ślimaku wzdłuż całego pasażu sklepów. Czuć święta 😀

Protip: Pamiętajcie, że przepisy w Internecie na dania i sałatki świąteczne są napisane pod całe rodziny i w przypadku przygotowania menu dla dwojga, warto dzielić ilość składników przez 2 czy 3. Nie wiem, czemu na to nie wpadłam i zdziwiona ogromną ilością powstałych potraw nie miałam gdzie ich chować XD. Owszem, ja już miałam w głowie niecny plan odwiedzenia koleżanek jako niezapowiedziany gość, więc chciałam zrobić większe ilości sałatek, ale i tak przesadziłam 😀





Protip numer dwa: Nie masz wystarczającej ilości miejsca w lodówce? Użyj balkonu. Nie masz balkonu jak ja? Użyj bagażnika samochodu 😀 W tegoroczne święta marynowałam indyka w Corsie, przechowywałam tam również ze 3 miski z sałatkami. Mrozu nie było, temperatura lodówkowa i przyznam, że wszystkie korsiarzowe potrawy zachowały właściwości w 100%.



Co na ciepło na święta? Poza łososiem pieczonym z czosnkiem, żurawiną i pomarańczą zaplanowany był wspomniany udziec z indyka, 3 dni marynowany z czosnkiem i rozmarynem, a także kurczak pieczony w całości z jabłkami i ziemniakami. Indyka trochę przeciągnęłam, a zdecydowałam się na niego dlatego, że koleżanka z pracy kupiła mi świeży, dobrej jakości udziec ze sprawdzonego źródła. Eksperymenty w kuchni zawsze w cenie 🙂

Protip numer trzy odnośnie kurczaka: Niech was nie skusi smarowanie skórki miodem. Uczyniłam to na ostatnie minuty pieczenia, a skórka i tak zdążyła się spalić 🙁 Przed tym zabiegiem wyglądała na chrupiący aromatyczny przysmak. Trudno. Planowałam również upiec schab i podać ser a’la oscypek w panierce z żurawiną i na te dwa ostatnie punkty zabrakło mi czasu.






Ciasta? Nie wiem, nie znam się. Cukiernik ze mnie marny, postanowiłam więc najzwyczajniej w świecie złożyć zamówienie w pobliskiej cukierni. Wybór padł na kawałek rolady z kremem i galaretką, „makową fantazję” i piernik przekładany kremem. Do tego świeżo wypiekane paszteciki z kapustą i grzybami, które widziałam jako dodatek do barszczu. Wyśmienite. Dla zainteresowanych, koszt 3, moim, zdaniem całkiem sporych, kawałków domowego ciasta i 20 pasztecików to 70 zł. Niemało. Ale własnoręczne pieczenie wcale nie byłoby znacznie tańsze, do tego sporo czasu i pracy, której to ja wykonać nie umiem ; ) A starczyło w sumie dla 5 osób 🙂 Jeszcze po świętach przyjaciółkę Dżoanę uraczyłam tym ciastem do kawki, zatem wydatek całkiem opłacalny.

Z racji lenistwa i olewania świąt zrezygnowałam nie tylko z lepienia pierogów, ale i wszelkiego rodzaju ciastek czy pierniczków. Dla zainteresowanych przypominam, jakie piernikowe cuda można zrobić na Boże Narodzenie 🙂 Miałam za to ochotę przygotować coś, co kojarzy mi się z Bożonarodzeniowymi jarmarkami – jabłka w czekoladzie. Kawałki jabłka na patyku maczane w roztopionej czekoladzie, zdobione gotowymi posypkami.


Protip numer cztery: Czekoladę roztapiamy nad kąpielą wodną w misce wyraźnie większej od średnicy garnka, w której gotujemy wodę. Tu znowu zaliczyłam wpadkę i podczas próby wyjęcia miski, wpadła mi ona do środka i zalała wodą czekoladę. Nawet kilka kropel wody już szkodzi. Najgorzej. Ale zwycięża ten, kto się nie poddaje i jedną z czterech zakupionych czekolad roztopiłam z sukcesem 😀

Oto efekt:



Tak się prezentował mój stół na Wigilię:


Zgodnie ze staropolską tradycją, Coca-Cola musi być 😀 Wina się nie czepiajcie. Przypominam, że w Wigilię byłam kierowcą, trunek grzecznie czekał na spożycie w odpowiednim czasie. Btw, w erze wynajmowania pokoju czy mieszkania nie inwestuje się zanadto w domowe wyposażenie, a z racji zamiłowania do estetycznego nastroju i moich pierwszych niezależnych świąt, dorobiłam się swojego pierwszego obrusu 😀 Gdyby ktoś był ciekawy, zakupiony w Pepco za jakieś 40 polskich cebulionów. Piękny jest i całkiem uniwersalny – grunt to praktyczne podejście. Mam też ogromną nadzieję, że docenicie mój kunszt w postaci dobrania dekoracji na stół. Od serwetek, przez świeczkę, do której dodałam wstążkę, po śnieżynkę w miniaturze BMW 😀
Stół w wydaniu na samo Boże Narodzenie:


A potem już tylko pół godzinki dla słoninki i spożywczy kac moralniak ; )