Jeszcze niedawno pisałam, że szykowanie kolacji wigilijnej na stoliku kawowym ma swój niepowtarzalny urok. Podtrzymuję to, ale czas wskoczyć na wyższy poziom!
W tym roku dokonaliśmy prawdziwej metamorfozy w salonie. Zaczęło się od pechowego dnia, kiedy z powodu zalania zostaliśmy zmuszeni do wymiany podłogi, a potem sukcesywnie wymienialiśmy meble na nowe.
Jedzenie przy wspomnianym stoliku kawowym miało swój urok, ale było bardzo niewygodne i mocno marzyłam, żeby móc serwować i zajadać posiłki przy prawdziwym stole, na normalnym krześle na normalnej wysokości 😁. W tym roku spełniliśmy to marzenie i tym samym w rogu salonu powstała najprawdziwsza jadalnia!


Wybraliśmy okrągły stół o małej średnicy, na potrzeby małego metrażu i dwuosobowej rodziny 😁. Stół można rozszerzyć i tak też uczyniliśmy na czas świąt.

Świąteczne menu 2023
To teraz pytanie, co miało zaszczyt gościć na tej ekskluzywnej dla nas wieczerzy, na naszym nowym stole? W tym roku przesadziliśmy! Nie dość, że przyszykowaliśmy sami pojedyncze dania, to skusiliśmy się jeszcze na catering z Chabrowego Dworku. Miałam ogromną ochotę na rybę w galarecie, a że w życiu nie przyszykowałabym jej sama, musiałam zamówić.

Przy okazji wzięliśmy pierogi, uszka, flaki, schab pieczony, ciasto i kawałek dorsza… Wyszły nam święta z totalnym przepychem i obyśmy nigdy tego nie powtórzyli. Absolutnie nie narzekam, ale wiem, że nas poniosło. Cóż, mamy na koncie doświadczenie świąt na bogato i przekonaliśmy się, że wolimy skromniejsze wydanie. Ale nie żałuję niczego!


Od siebie mieliśmy barszczyk, ziołowy chlebek rwany, sałatkę jarzynową, oscypki z żurawiną i marynowane grzybki. Tym razem prawdziwki, które dostałam od rodziców! Ciekawostka – nie smakowały mi. Byłam przeszczęśliwa, gdy dostawałam słoik tych skarbów i nie cofnę wdzięczności nawet o milimetr, ale tak jak borowik jest królem grzybów, tak przysięgam – nie smakuje mi.








Zdecydowana większość zamówionych dań była udana. Po rybach spodziewałam się więcej, schab poprawny, a ciasto było takie sobie. Gdybym miała to kieduykolwiek powtórzyć, zamawiałabym pierogi i uszka, bo przy tym najwięcej jest roboty i ryzyka, że po kilku godzinach wyjdzie średnio – w moim przypadku.



Ewentualnie flaki, bo to kolejne danie, którego nie odważę się przyrządzić sama. A dobrze zrobione uwielbiam. Kojarzą mi się ze świętami, w moim rodzinnym domu jadało się je na święta, w odświętnych miseczkach, które odrobinę przypominają mi te nasze z choinką. Te zamówione były bardzo dobre!


Pierwsze świąteczne śniadanie przy prawdziwym stole!



Biorąc pod uwagę to, jak bardzo przesadziliśmy z obfitością świątecznego stołu żal mi naszej pracy przy ziołowym chlebku, bo z wlasnoręcznie przyrządzonych potraw był najbardziej pracochłonny. To super dodatek, gdy świętuje się w większym gronie, ale dla dwóch osób stanowczo za dużo!


A jak miło było rozpakowywać na tym stole swoje prezenty i łakocie!

Drugiego dnia świąt zaprosiliśmy gości z rodziny partnera. Dopiero upgrade życiowy do stworzenia jadalni dał nam tę godność, żeby kogokolwiek zaprosić na świąteczny poczęstunek 😁. Otworzyłam z tej okazji trzymane przed 4 lata wino z wakcji w Gruzji! Najlepsze! Do niego dołączyło mniejsze, również z Gruzji. Takie, które podarowałam partnerowi jako pamiątkę z tychże wakacji. Wtedy nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Trzecia otwarta butelka to z kolei ta, którą on przywiózł z Francji 😁. Na stole dumnie płonęła rzemieślnicza świeczka kupiona na pierwszym sochaczewskim jarmarku. To były naprawdę najbogatsze święta w naszej wspólnie pisanej historii!


