Pierwsze święta w Sochaczewie

Czas pokazuje, że każde święta są wyjątkowe. Osobiście mocno kojarzę je z miejscem, w którym je spędzam. Być może dlatego, że przywiązuję się do miejsc, jestem sentymentalna, a otoczenie, w którym przebywam, ma dla mnie ogromne znaczenie. Jak jest z tym u Was?

Już na starcie tego wpisu stawiam taką refleksję, bo potem będzie już tylko nudno ; )

Pokażę, jak zbudowałam świąteczny nastrój w nowym miejscu zamieszkania. Ale skoro zarzuciłam małe przemyślenie, chwilowo przy nim zostańmy. Wielu ludzi twierdzi, że cokolwiek robimy, to nieważne gdzie, lecz ważne z kim. Nie mogę się z tym nie zgodzić, towarzystwo jest absolutnie ważne i jeśli otaczają nas bliscy i życzliwi nam ludzie, fizyczne miejsce spędzania z nimi czasu schodzi na dalszy plan. Ja jednak jestem takim typem człowieka, który wiele wspomnień wiąże nie tylko z ludźmi, ale i niemniej z miejscami. Zwłaszcza, że relatywnie mało podróżuję, więc każda okazja do odwiedzenia nowego miejsca jest swego rodzaju przygodą i wprawia mnie w zachwyt. A ponieważ Boże Narodzenie jest wyjątkowym okresem i większość miejsc przybiera nowego charakteru z racji dekoracji, iluminacji czy jarmarków, zwracam szczególną uwagę, jak to wygląda w poszczególnych miejscach. Miałam okazję spędzać święta – a jakże – w rodzinnym Grajewie, a także w Gdańsku, Gdyni, Pruszkowie, Bydgoszczy, Katowicach, Piastowie. W okresie ściśle przedświątecznym bywałam też w Poznaniu, Sopocie, Warszawie, na Dominikanie i w Wiedniu. Mogłabym wrzucić tu wiele wspomnień z każdego z tych miejsc, ale właśnie pomyślałam, że to będzie dobre uzupełnienie w podcaście 🙂 Dziś chciałam się skupić na warstwie geograficznej i wymieniłam te wszystkie miejsca po to, by dotrzeć do ostatniego jak dotąd punktu na mojej mapie – Sochaczewa 😀

Jeden z moich ulubionych motywów świątecznych – samochód z choinką na dachu
Swiąteczny miś – dostałam na studiach od siostry na Mikołajki w jakiejś paczce ze słodyczami, więc jest sentyment 😉

Sochaczew to 9. miasto, w którym mieszkam. I pierwsze, w którym dzielę życie w jednym mieszkaniu z partnerem. Dlatego pierwsze święta w tym naszym (nie dosłownie, lecz w uproszczeniu) gniazdku są dla mnie absolutnie wyjątkowe. Są takie dorosłe – w pełni niezależne, bez bycia gościem u kogoś. Co prawda wystartowałam z nową tradycją świąt „na swoim” dokładnie rok temu i już wtedy uwzględniłam w nich tego samego partnera. Ale tym razem mogliśmy je przyszykować razem. W miejscu, w którym być może zostanę na stałe. Albo na długo. Sochaczew stał się moim nowym miejscem na ziemi na czas nieokreślony. Zależało mi, by wpisał się w listę wszystkich moich świątecznych miast poprzez pozytywny i ciepły debiut. Jak wyszło?

Wspólne gotowanie

Gotowanie potraw to dla mnie ważny element wprawiania się w świąteczny nastrój. W tym roku zrobiłam nawet bigos wigilijny, ponieważ miałam do dyspozycji zamrożone, własnoręcznie zebrany grzyby!

Wino z Maryjką, które polecała kiedyś moja Aga z Piastowa 😀 Poszło do świątecznej kapusty z grzybami

Pierogi. Mam z nimi love-hate relationship. Kocham je jeść, ale niekoniecznie robić. To jedno z tych dań, które prawie nigdy mi nie wychodzą. Robienie pierogów to dla mnie praktycznie cały dzień wyjęty z życia, absolutne laboratorium i milion etapów w mozolnym procesie. Kiedyś miałam tak, że raz w roku, właśnie w okresie przedświątecznym zakasałam rękawy i próbowałam przeprosić się z przygotowaniem tego wybitnego dania. Kiedy po całym dniu naparzania się z mącznym bałaganem w kuchni wychodziło mi coś, co nie nadawało się do złożenia w jakąkolwiek formę, rezygnowałam i odpuszczałam ten projekt na okrągły rok. Aż do kolejnego przypływu wiary i nadziei. W końcu doszłam do etapu, kiedy wychodziło mi całkiem miłe, elastyczne ciasto, to wtedy wszystko rozpadało się podczas gotowania. Po kilku latach, wyjmowałam moje pierogi z garnka w całości, jednak zawsze były jakieś takie rozklapciałe, przezroczyste, płaskie i rozlazłe, zamiast jędrne, żółte i nabite. Najlepsze, jakie zrobiłam zawiozłam swego czasu na Śląsk. Ale jako prawdziwa gospodyni w Sochaczewie postanowiłam, że musimy spróbować podczas pierwszych wspólnych świąt u siebie. Ukochany jest cierpliwy i świetnie nadaje się do wałkowania i formowania ciasta, więc dzielnie mi pomagał, a nasze pierwsze wspólne ruskie wyszły jak na załączonym obrazku.

Pierogi ruskie wyszły nam całkiem niezłe!
Moje grzyby z pierwszego prawdziwego grzybobrania w życiu, bigos i dwa faworyty sałatkowe
Nasz świąteczny stół, a raczej stolik kawowy 😉

Nie mamy jadalni ani stołu z prawdziwego zdarzenia, dlatego nasze święta serwujemy na stoliku kawowym z Ikei. Myślę, że gdy jego era już się skończy, czule będziemy to wspominać 😉 Mimo że jedzenie w zgarbionej pozycji jest cholernie upierdliwe. Najczęściej lądowałam ostatecznie na podłodze i kolacja wigilijna była jedzona na wzór herbatki po japońsku 😉

Ukochany gorący barszczyk i nasze pierwsze wspólne pierogi ruskie <3

Dekoracje

Dekorowanie domu na święta – jak ja to kocham! Nasza choinka nie różni się za wiele z roku na rok. Tę konkretną kupiłam (chyba) rok temu w Piastowie i razem z nią się wprowadziłam. Także oto ona, kolorowa, nieco starodawna, ale taka moja, swojska 🙂

Jedna z moich ulubionych bombek i jednocześnie szklana, jako jedna z nielicznych
Samochód z choinką, a jak 🙂

Ależ ja kocham te skrzynki. Regał sklecony z tych skrzynek jest w mojej ocenie najbardziej przytulnym elementem wyposażenia tego mieszkania. Trzymamy w nich książki, planszówki, jakieś ozdobne butelki i pamiątkowe kartki, pudło z kablami, model Alfy i… barek alkoholowy. Cotton ballsy, z którymi również się tutaj wprowadziłam dodają im uroku przez cały rok, a w towarzystwie paru świątecznych detali wpisują się idealnie w Bożonarodzeniowy klimat.

Regał ze skrzynek w świątecznym wydaniu
Mini Alfa i kula śnieżna
Nawet spinacze są w wersji świątecznej
Miś od siostry
Samochodziki z płatkami śniegu 😉
Skarpeta świąteczna i grzaniec, jego etykieta kojarzy mi się z jakimś niemieckim jarmarkiem

W tym roku pierwszy raz w życiu miałam na święta jemiołę! Zwyczaj całowania się pod nią widziałam do tej pory tylko w filmach, a teraz sama mogłam tak zrobić 😀 Bartek przyniósł z pracy i wiedział, że się ucieszę. Z kolei kalendarz adwentowy kojarzy mi się z dzieciństwem i do dziś odczuwam ogromną radość z wyjmowania jednej czekoladki dziennie. Pielęgnuję w sobie ten motyw niespodzianki i jako dorosła osoba, sprawiam sobie tę przyjemność co roku 🙂

Światełka muszą być i w sypialni
Mój arcypodstawowy nawilżacz wygląda jak renifer, więc z zasady pasuje 😀

Ta sama mała choineczka, którą rok temu wstawiłam lubemu, by miał jakikolwiek wystrój świąteczny także u siebie, tym razem służy nam wspólnie. Powędrowała do sypialni, bo przecież oglądając filmy w łóżku też muszę czuć ten klimat! 😀

Mini choinka w sypialni

W tym roku pokusiłam się także o stworzenie własnego wieńca na drzwi! Co prawda sztucznego i choć prawdziwy byłby absolutnie cudowniejszy, to choinkę też mam od zawsze sztuczną. Niby gorzej, niby mniej ekologicznie, ale czy na pewno? Mam jedną i tę samą przez wiele lat i nie uśmiercam żadnej żywej. To bardziej złożony dylemat, bo chyba każde rozwiązanie w jakiejś mierze szkodzi, ale nie czuję się absolutnie gorsza czy bardziej zła przez to, że mam sztuczną choinkę i sztuczny wieniec. Kupiłam różne gotowe elementy i skomponowałam je w całość wedle własnej fantazji, przy użycia pistoletu z klejem na gorąco.

Tworzenie wieńca na drzwi
Mój pierwszy świąteczny wianek
Na swoim miejscu

Święta w samochodach 😀

Jestem świątecznym świrem i nie ograniczam się do przyozdabiania domu 😀 Kocham jeździć samochodem i w zasadzie przemierzam nim niemal codziennie dziesiątki kilometrów w drodze do pracy. Musiałam więc zadbać o świąteczną atmosferę za kółkiem. Co prawda mały biały mikołajkowy miś od siostry dyndał mi pod lusterkiem wstecznym przez parę lat, ale jakoś potrzebowałam odmiany. Chyba głównie dlatego, że to były pierwsze wspólne święta z Bartkiem z prawdziwego zdarzenia. Zechciałam więc ozdobić wnętrze samochodu i swojego, i jego! I tak dorwałam absolutnie przesłodkie maskotki w Tesco w Sochaczewie. Do mnie trafił biały miś, a do lubego – reniferek.

Reniferek w Maździe
Misiu w Corsie

Na misiach się nie skończyło. Odkąd zobaczyłam kiedyś samochody przebrane za renifery, od razu wiedziałam, że muszę to mieć! I mam! Podjechałam moim Oplem z zaprzęgu św. Mikołaja do pracy i zrobiłam furorę 😀 Ale przede wszystkim dla siebie! What a fun!

Corsa renifer – czyż nie jest cudowna?
Jaram się!

I jak na fankę samochodów z choinką na dachu przystało, zdobyłam najpiękniejszą świąteczną bluzę! Była trudna do znalezienia, kosztowała bardzo dużo i płynęła do mnie z dwa miesiące… ze Stanów. Jak mi na czymś bardzo zależy, to jestem skłonna do wielu poświęceń, aby to zdobyć. I nie mówię oczywiście tylko o rzeczach materialnych. Ale ta wymarzona świąteczna bluza z moim top motywem jest świetnym symbolem tegoż uporu.

Wymarzona świąteczna bluza

Wigilia w Jeżówce

Dokładnie w Wigilię do mojej świątecznej mapy dołączyła Jeżówka – wieś położona niedaleko Sochaczewa. To właśnie tutaj spędziłam prawdziwą rodzinną kolację. Łącznie było nas chyba 16 osób! Nie wiem, czy to przypadkiem nie najliczniejsza uczta gwiazdkowa w moim życiu! Smak potraw i sposób organizacji przy takiej ilości gości zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Mimo że bardzo lubię gotować i częstować innych, sądzę, że nie ogarnęłabym kulinarnej logistyki przy takiej ilości osób. Szacunek! Barszczyk, ziołowy chlebek rwany i blok czekoladowy skradły moje serce najbardziej <3 Tak naprawdę wszystko było pyszne i godne podziwu, ale jako osoba – niestety – kochająca jeść, cieszyłam się tymi smakami wybitnie!

Pyszności na przepięknej Wigilii w Jeżówce
Mój łosoś z pomarańczą i żurawiną

Ja przyniosłam ze sobą swoją popisową sałatkę śledziową tatarską z przepisu siostry teścia, bigos, kompot z suszu i łososia pieczonego z pomarańczą i żurawiną. Przyznam, że jak teraz patrzę na tę rybę wyłożoną na liściach, to wygląda iście PRL-owsko 😀 Aaa… jebać! Ważne, że od serca.

Biorąc pod uwagę radość ze strojenia mieszkania i samochodów, wspólne gotowanie i rodzinną atmosferę na ogromnej Wigilii w nowym miejscu, z nowymi ludźmi, sądzę, że pierwsze sochaczewskie święta były udane, a nawet wyjątkowe!