W poprzednim poście obiecałam, że zdradzę, czy skorzystałam z szansy nieprzeciętnie długiej soboty, by zrobić ze swoim życiem coś ciekawego. Nie wiem, czy ktoś we mnie wierzył, ale odpowiedź jest twierdząca. Ciąg dalszy tego inspirującego dnia to wesoła twórczość w czterech ścianach.


Zapowiadał się pracowity dzień, naładowana pozytywną energią ze spaceru postanowiłam zrobić sobie stoliki nocne ze skrzynek, które wymyśliłam jakiś czas wcześniej.
Ale najpierw relaks. Po powrocie z warszawskiej sesji i budowlanych zakupów udałam się na odpoczynek i korzystając z pełni słońca poopalałam się w mojej ulubionej miejscówce w Pruszkowie – na tyłach Parku Potulickiego.

A teraz parę słów o skrzynkach. Zamarzyły mi się dwie szafki nocne, wyższe niż ikeowy stolik, który miałam wraz z wyposażeniem wynajmu. Szalenie polubiłam delikatne biele i szarości w wystrojach wnętrz i zapragnęłam takowych u siebie. Wpadłam na dość banalny i popularny pomysł, czyli ręczne pomalowanie drewnianych skrzynek. W Leroy zakupiłam potrzebne szpargały malarskie i kółka, skrzynki zdobyłam wcześniej na alledrogo. Chciałam, aby szafka nocna była mobilna i służyła też za jeżdżący stolik kawowy na wypadek regularnych odwiedzin przyjaciółki Asi (którą pozdrawiam!)
A oto skrzynki, które przyszły w paczce o wadze… prawie 30 kg. Przez parę dni woziłam w aucie i zakryłam kocem, wyglądało, jakbym transportowała trumnę amerykańskiego żołnierza… #czarnyhumor

Dwie skrzynki postanowiłam udekorować dla siebie, a trzy dla obecnego chłopaka, gdyż wówczas zostałam jego prywatną panią architekt ; )

Najpierw należało skrzynki wyczyścić z kurzu i brudu i osuszyć przed malowaniem. Wśród zakupów budowlanych znalazły się farby kredowe, lakier do utrwalenia, pędzle i szablony do malowania, gąbka ścierna, a także kółka do montażu.




Zależało mi na cieniowanym efekcie w stylu „vintage”. W tym celu pomalowałam skrzynki na szaro, a po wyschnięciu zeszlifowałam gdzieniegdzie gąbką z papieru ściernego, by na tych przecierkach położyć chaotyczno-artystyczne białe smugi pędzlem. Tak się zachowuje łączenie farb kredowych – bajecznie!

Na koniec, po wyschnięciu całości przyszedł czas na namalowanie widocznymi na zdjęciu narzędziami napisów przy wykorzystaniu liter z szablonu.

Po wyschnięciu napisów pozostało spryskać całość utrwalającym lakierem. Wybrałam matowy do farby kredowej, który pokazałam na wcześniejszych zdjęciach. Jeszcze tylko kółka na spód i serwetka do udekorowania półki.



Tak się prezentuje efekt końcowy, na początku ustawiłam jedno przy drugiej, robiąc z nich jednocześnie półkę na kosmetyki tak, aby napisy witały po wejściu do pokoju. Po kilku miesiącach rozdzieliłam je na obie strony łóżka, abyśmy razem z chłopakiem mieli do dyspozycji każdy swoją ; )




Takim stylem uwieńczyłam swoją uniwersalną sypialnię, a skoro widać już część moich plakatów i obrazów z samochodami, pokażę i resztę.



A teraz przenieśmy się do mego lubego i mojej roli jego osobistej pani architekt. To temat na głębsze piwo, a w temacie skrzynek postanowiłam mu przygotować trzy sztuki na przechowywanie szpargałów, ponieważ widziałam je w „zaprojektowanym” przez siebie wnętrzu salonu, w którym brakowało regału. Bardzo spodobało mu się naturalne opalenie skrzynek, dlatego zdecydowaliśmy, że pomaluję jedynie wnętrze.


Ułożyliśmy je w ten sposób:

W poście o wystroju BożoNarodzeniowym, jaki zaserwowałam swojemu lubemu, prezentowałam już te skrzynki wraz z choinką i modelem klasycznej Alfy.

Jak już większość czytelników, którzy znają mnie osobiście wie, niedawno wprowadziłam się do chłopaka 🙂 Oczywiście z całym swoim dobytkiem. Wyszło tak, że na jeżdżące szafki miejsca nie ma, połączyliśmy więc siły i ze wszystkich 5 skrzynek powstał dobudowany regał. Boki skrzynek są z jednej strony zasłonięte, z drugiej skierowane tak, że w ogóle nie rzuca się w oczy różnica w ich zewnętrznej części. W tym momencie cieszę się, że w przypadku częściowego malowania pokryliśmy farbą środek, gdyż tworzą teraz spójną całość : )


Miniaturowa Alfa Romeo Giulia GT 1300 Junior, którą podarowałam niegdyś lubemu, otrzymała oczywiście honorowe miejsce na naszym twórczym regale – półce wystawowej 😀

Jak widać, warto wstawać szalenie rano! Najfajniejsze jest uczucie, kiedy wraca się do domu JUŻ PO jakiejś aktywności z wrażeniem, że „już chyba z 4 po południu”, a na przykład dochodzi 11…

Szczerze polecam raz na jakiś czas stawiać sobie tego typu szalone cele, które wymagają okrutnej pobudki, aby wypełnić cały długi wolny dzień ciekawymi zajęciami. Z kolei własnoręczne tworzenie mebli czy dekoracji to masa satysfakcji, już podczas tworzenia, ale i za każdym razem podczas użytkowania. Serdecznie polecam! I mam nadzieję, że ten post, zgodnie z napisami na moich szafkach, to dla Was MOTYWACJA i INSPIRACJA!
A tych, którzy nie wiedzą, a chcą wiedzieć, dlaczego tego dnia wstałam mega rano, zapraszam do postów z porannego spaceru po Warszawskiej Starówce:
- Nadwiślański świt (cz.1)
- Nadwiślański świt (cz.2)
- Nadwiślański świt (cz.3) – oczami GoPro
- i ostateczna sesja zdjęciowa z tego spaceru: Warszawski poranek